Don't be afraid to fly ♥

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Chodziłam ciemnymi ulicami Paryża próbując już więcej nie płakać, przekroczyłam limit parę ulic temu. Nie mogłam tak po prostu przestać, nie potrafiłam. Łzy oznaczały bezsilność, a w moim przypadku także przegraną. Nie miałam pojęcia jak postąpić. Miałam do wyboru Justina, lub wieczny spokój Seleny. Nie mogłam jej tego zrobić, byliśmy najlepszymi przyjaciółkami. Ciemność okryła Paryż, ale on nie spał. W każdym domu świeciły się chociaż dwa pokoje, ze wszystkich zakamarków ulic słyszałam ciche rozmowy, lecz nie bałam się, szłam dalej, do jednego miejsca gdzie byłam z nią najbliżej. Zbliżałam się do ciężkiej cmentarnej bramy, nie widziałam nic złego w tym, że wejdę tam o tak późnej godzinie, żeby po prostu porozmawiać, pobyć sama. Skręciłam w jedną z alejek mijając oświetlone groby z kwiatami. Pod każdym ktoś leżał, ktoś odpoczywał i patrzył na mnie, ale z góry. Wszyscy byli tutaj martwi, tylko ja, jedna jedyna szłam jedną z alejek i rozglądałam się na boki poszukując grobu Seleny. W końcu go zauważyłam, ale przy nim już ktoś siedział. Był delikatnie zgarbiony, siedział na drewnianej ławeczce z ukrytą twarzą w dłoniach. Jego włosy delikatnie powiewały na wietrze, przybliżyłam się dalej kucając za jednym z grobów.
- Co jeżeli ona tak bardzo Cię kocham, że nie wybierze mnie ? - zapytał chłopak zdjęcia Seleny umieszczonego na jej grobie. Była na nim tak uśmiechnięta, dla mnie było jednym z najlepszych. - Nie powinien odchodzić, nie powinienem się tak zachowywać, bo teraz ... Byłabyś obok. - szepnął wycierając mokrą twarz rękoma. - Z czasem przyszły problemy, z którymi musiałem sobie poradzić sam. Przyszły chwile, których nie chciałem pamiętać a musiałem żyć dalej. - zacytował pożegnalny list Seleny wstając z ławeczki. Wyprostował się i wbił wzrok w ciemną płytę. - Mam nadzieję, że przez to, że przeze mnie posunęłaś się do odebrania sobie życia ja będę mieć wiele cierpienia, pragnę tego. - dodał po chwili jako swoje ostatnie słowa tego wieczoru i odszedł zupełnie inną drogą niż ja tutaj trafiłam. Patrzyłam jak odchodzi ze spuszczoną głową i raz po raz kopie drobne kamyczki leżące na jego drodze. Przetarłam policzko, po którym spłynęła łza i podniosłam się. Był już bardzo daleko, zrobiło się coraz zimniej i ciemniej. Postanowiłam zmówić modlitwę i wrócić do domu. Droga nie była przyjemna jeżeli wiedziałaś, że szli za tobą jacyś faceci i bezczelnie obmacywali Cię wzorkiem. Za każdym razem przyśpieszałam kroku słysząc ich śmiechy. Kiedy dotarłam do domu odetchnęłam z ulgą. Jednak po chwili wszystko się zmieniło. W progu salonu stanęła mama ze złością na twarzy. Popatrzyłam na swój wygląd. Zapewne moja twarz wyglądała jak pobojowisko, zupełnie tak jak rozszarpane włosy, aby sukienka utrzymała się w normalnym stanie.
- Gdzie Ty byłaś ? - zapytała mama podchodząc do mnie. Chciałam się uśmiechnąć niewinnie, ale wyszedł z tego nijaki grymas, więc zrezygnowałam z uśmiechów.
- Byłam u Seleny. - cicho szepnęłam omijając zdenerwowaną rodzicielkę, która powoli się uspokajała. Weszłam do swojego pokoju i ułożyłam na wygodnym łóżku zmykając oczy. Teraz nie czułam tego jak bardzo się cieszę z nadchodzących wakacji, w ogóle się nie cieszyłam, więc nie było co czuć. W krótkim czasie moje życie przybrało inny obieg, zaczęłam inaczej wszystko spostrzegać, a nawet inaczej rozumieć, próbowałam być inną osobą, ale wszystko na marne, bo w mojej głowie siedział tylko on i psuł każdy nowy plan na przyszłość. Westchnęłam cicho i ciągnąc nogi po dywanie udałam się do łazienki. Od progu ściągnęłam ubranie i w samej bieliźnie podeszłam do lustra. Zobaczyłam jak bardzo źle wyglądam. Chwyciłam tonik w rękę i wacik, a po chwili umyłam całą twarz. Zdjęłam resztę ubrania jakie miałam na sobie i przeszłam do kabiny prysznicowej gdzie umyłam całe ciało truskawkowym płynem. Uśmiechnęłam się czując przyjemny zapach. Moje ciało koiły ciepłe krople wody, cały ich wodospad. Mogłam swobodnie odpłynąć i cieszyć się błogością jaka ogarnęła moje ciało, lecz po chwili zdecydowałam, że koniec tego dobrego. Wyszłam z kabiny, a łazience było strasznie duszno przez ciepłą wodę. Wytarłam się białym ręcznikiem, włosy też i udałam do pokoju. Założyłam na siebie żółtą piżamę i poszłam wysuszyć włosy. Wróciłam układając się w łóżku. Było mi tak strasznie źle nawet teraz kiedy byłam chyba ... zakochana. Tak, chyba tak nazywa się ten stan kiedy wszystko jest niczym przy nim, ale ona nie jest dla mnie niczym. Jej uczucia się dla mnie liczą, a ja inaczej nie potrafię.

Śniła mi się Mary, mówiła mi jak bardzo za mną tęskni i chce, abym wróciła. Obudziłam się nad ranem z jedną myślą - muszę stąd wyjechać. Pobiegłam w piżamie na dół gdzie zastałam rodziców przy śniadaniu. Usiadłam przy stole i położyłam na nim ręce.
- Przemyślałam wszystko. - stwierdziłam patrząc na dwójkę zdezorientowanych rodziców. - Nie chcę być sławna, jeździć po świecie, mieć fanów. Fajnie było nagrać tą jedną piosenkę, ale to nie dla mnie. - powiedziałam na jednym wdechu czując, że rodzice nie są z tego faktu tak bardzo zadowoleni.
- Ale my już wszystko zaplanowaliśmy. - szepnęli przejęci.
- Wiem i przepraszam. - odparłam ze smutnym wyrazem twarzy.
- Więc co zmierzasz ? - zapytał tata wiedząc, że odejście od tego co mnie czekało jest z czymś powiązane.
- Wracam do Londynu. - powiedziałam zdecydowanie patrząc na ich zdziwione twarze. - Już za kilka miesięcy będę pełnoletnia, nie możecie mi zabronić, a ja tutaj ... Tutaj się po prostu duszę. - przyznałam nie wiedząc jak rodzice na to zareagują. Patrzyli na mnie w ciszy, aż w końcu tata jako pierwszy wypuścił powietrze z płuc.
- Wiedziałam, że nie jest to dobry pomysł. - pokiwał głową z dezaprobatą. Westchnął cicho i dodał - Rozumiem Cię, sądzę, że mama też. - odparł spoglądając na kobietę opartą łokciami o stół. Kiwnęła twierdząco głową. Uśmiechnęłam się delikatnie i przytuliłam ich. Byłam szczęśliwa. Zaczęłam się pakować od samego rana tego samego dnia, a już wieczorem mogłam powiedzieć, że moje serce naprawdę szalało kiedy zamawiałam bilet na samolot już na następny dzień. Jednak było mi też smutno, a jego powodem był Justin. Bez pożegnania miałam wyjechać i zostawić wszystko, ale sądziłam, że tak będzie lepiej, na pewno. Zamknęłam walizkę i odsapnęłam z ulgą. Jutro rano miałam lot, bardzo wcześnie, więc położyłam się spać.

Wstałam jako pierwsza, Bianka, poranny ptaszek, ale tylko tego jednego dnia. Przeszłam do łazienki z zestawem składającym się z krótkich, czerwonych spodenek i luźnej bluzki z flagą Anglii. W łazience ułożyłam włosy, umyłam się i założyłam na siebie ubranie. W skowronkach zeszłam na dół i przygotowałam dla wszystkich śniadanie. Rodzice zeszli chwilę po tym jak zaczęłam je jeść. Mieli nalaną świeżą kawę w kubkach jak i ja. Zjedliśmy, a tata zniósł moją walizkę i wszystko potrzebne rzeczy. W prawdzie resztę mieli mi dosłać, ale wiedziałam, że trochę to potrwa. Wsiedliśmy do samochodu w ciszy i tak było przez całą drogę aż do wielkiego budynku lotniska. Przymrużyłam oczy widząc wielkie maszyny, którą za chwilę miałam się wzbić w powietrze, aby wrócić tam gdzie było mi lepiej i problemy nie istniały. Uśmiechnęłam się i wysiadłam z auta otwierając bagażnik. Moja walizka była zbyt ciężka, więc odebrał mi ją tata i ciągnął ją za sobą całą drogę. Mama dzielnie kroczyła obok mnie pilnując, aby żadna łza nie spadła z jej oka, ale ja wiedziałam, że jest przeciwna mojemu wyjazdowi. Weszliśmy do środka a ja pobiegłam odebrać bilet. Przyjechaliśmy na czas dokładnie po chwili oddawałam bagaż i stanęłam w kolejce do wejścia na pokład, ale przed tym odbyła się czuła rozmowa z rodzicami i pożegnanie. Patrzyli jak odchodzę. Wiedziałam, że to ich boli.
- Bianka poczekaj ! - usłyszałam ten sam głos jaki wołał mnie kiedyś na korytarzu szkolnym, abym zaczekała. Obróciłam się w stronę głosu, a on biegł w moim kierunku przeciskając się przez tłum ludzi. - Dlaczego mnie zostawiasz ? - zapytał z żalem w oczach.
- Bo tak jak mówiłeś Justin, nie mam odwagi, aby korzystać z życia. - odparłam z bólem wracając do kolejki, która akurat przypadła na mnie. Przed wejściem obróciłam się w jego stronę i napotkałam rozczarowany wyraz twarzy, który zapamiętam na zawsze, zawsze będzie mnie prześladował. Teraz nie było już nic, nie mogłam cofnąć czasu, a właśnie teraz poczułam jak bardzo tego chcę.

* * *


Cześć kochane !
Dodaję szybko rozdział przed urodzinami koleżanki.
Nie bądźcie złe, ale musiałam tak zrobić, musiałam ich rozłączyć. Choć na chwilę. Wszystko się jakoś ułoży, obiecuję :)
A co do rozdziału to przepraszam, że taki marny.
Spadam dziubaski, dziękuję za komentarze ! <3

20 komentarzy = NN


Tagi: opowiadanie4
26.05.2012 o godz. 15:35
Lipiec został szczegółowo opisany i dokładnie przemyślany przez dwójkę mężczyzn siedzącą w salonie, nie odezwałam się słowem jeżeli chodziło o liczbę koncertów, dzienna wydajność autokaru, pora na sen, posiłki, przerwy. Pomyślałam, że dostanę planik i po prostu zrobię to co tam napisali. Nie zamierzam się z nikim sprzeczać o obecność Justina, choć czułam, że kiedy będzie w pobliżu nie będę mogła być prawdziwą sobą tylko spiętą dziewczyną. Westchnęłam cicho poprawiając się na kanapie po czym spojrzałam na Scooter’a. Uśmiechał się lekko do mojego taty, oboje czuli, że te koncerty będą niezapomniane.
- Co o tym myślisz ? – zapytali podając mi małą kartkę do rąk. Było na niej wypisane dwadzieścia miast, a pięć z nich było od siebie oddalone o przeszło sto kilometrów, co trochę mnie zdziwiło.
- Jest dobrze. – odpowiedziałam jeszcze raz przeglądając listę miast. Oddałam kartkę i rozsiadłam się na kanapie czując wibracje mojego telefonu. Przeprosiłam ich na chwilę i wyszłam na korytarz. Odebrałam połączenie, a telefon przyłożyłam do ucha.
- Halo ? – odparłam siadając na zimnych kafelkach.
- No w końcu się dodzwoniłam ! – krzyknęła uradowana Mary, cieszyłam się, że znów ją usłyszałam. – W ogóle to świetna piosenka, wiedziałam, że z Twoim głosem idzie dojść daleko. – dodała po chwili.
- Dziękuję. – odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- Bianka, chodź tutaj ! – zawołał mnie tata z salonu.
- Obiecuję zadzwonić później. – szepnęłam do telefonu rozłączając się. Ostatnio w ogóle nie rozmawiałam z Mary było to wywołane problemami Seleny, Justinem, a także moim małym wejściem do świata gwiazd. Brakowało mi jej rad, bo kto jak to, ale ona potrafiła doradzić w trudnych sytuacjach, pomóc, tak po prostu, bezinteresownie, bo kochałyśmy się. Z telefonem w ręce przeszłam do salonu gdzie niecierpliwie na mnie czekali. Chyba nie zdawałam sobie sprawy z tego jak zmieni się moje życie. To wszystko co kiedyś czytałam w wywiadach gwiazd, że od kiedy są sławni tracą jakąś cząstkę siebie, tracą tą codzienność – wolny czas.
- Pojedziesz ze mną. – powiedział Scooter wstając z kanapy. Stałam w drzwiach rzucając zdezorientowane spojrzenie mojemu tacie, który uśmiechał się od ucha do ucha.
- Gdzie ? – zapytałam krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Obgadać wszystko z Justinem. – odparł uradowany przechodząc obok mnie. Zaniemówiłam. Po raz pierwszy od dłuższego czasu miałam zobaczyć jego czekoladowe oczy, czy znów spojrzy na mnie z pogardą, czy będzie czuł urazę ? Chyba nie chciałam go spotkać, tak myślę, bo tak naprawdę nie wiedziałam co czuję.
- Tato, ty jedź za mnie. – powiedziałam patrząc błagalnie na niego. Pokiwał przecząco głową.
- Powinniście porozmawiać. – odpowiedział i nakazał już iść, gdyż Scooter pomału niecierpliwił się. Nawet się nie przebrałam. Wyszłam przed dom w tej samej sukience, w jakiej byłam na rozdaniu świadectw. Po chwili siedziałam w aucie menadżera Justina. Jechaliśmy bardzo szybko. Wiatr szargał moimi włosami we wszystkie strony. Uśmiechałam się przy tym, ale minutę po tym stanęliśmy przed wielką halą i pomyślałam – To teraz. Ze wszystkich stron szły dziewczyny z plakatami Justina, aparatami. Nie wiedziałam o co chodzi. Wzięłam głęboki oddech wchodząc do środka niepewnym krokiem. Usłyszałam krzyki. Zdziwiło mnie to, Scooter kazał mi iść dalej a sam skręcił w jeden z korytarzu. Szłam dalej, aż weszłam na salę przepełnioną tłumem dziewczyn. Było trudno, ale przepchałam się prawie pod samą scenę. Nie mogłam zrozumieć po co przyjechałam na jego koncert jeżeli miałam z nim tylko pogadać.



Już po chwili światła zgasły, usłyszałam ciche kroki dobiegające z niewielkiej sceny. Po chwili zrobiło się jasno. Scena oświetlona tylko w kolorze niebieskim skierowała wszystko światła na dwie postacie na niej - Justin i Scooter trzymający gitarę. Justin chwycił mikrofon umieszczony w statywie, a jego muzyk zagrał pierwsze dźwięki – Pray. Ta piosenka choć nie słyszałam jej zbyt wiele razy była moją ulubioną. Opowiadała o tym co najważniejsze w życiu, o nadziei, ale czy ona może przetrwać wśród tak okropnego zła na tym świecie, czy będzie potrafiła przetrwać kiedy wszyscy się oszukują. Człowiek sam z dnia na dzień traci nadzieję, która jest tak potwornie ważna, bez niej nie ma niczego. Czasami zastanawiałam się czy ja posiadam jeszcze nadzieję. Jeżeli bym jej nie miała, nie istniałabym, więc muszę ją mieć.

Cause I know there's sunshine behind that rain
I know there's good times behind that pain,
heaven tell me how I can make a change
[/i]

Skończyłam moją odskocznię od rzeczywistości. Stałam na równych nogach bujając się delikatnie w dwie strony razem z innymi dziewczynami. Jednak ja się różniłam. Byłam od nich inna. W odróżnieniu od nich znałam Justina, lecz nie do końca potrafiłam rozszyfrować to kim jest. Był dla mnie dość tajemniczy. Nie krzyczałam na jego widok, nie piszczałam, bo wiedziałam, że nie jest idealny, ma swoje wady, jak każdy człowiek, rani, popełnia błędy, lecz był w tym wszystkim taki niewinny. Śpiewał zamykając oczy, nie każdy umiał dostrzec, ale ja zauważyłam jedną łzę spływającą po jego policzku. Był za delikatny na wrogość tego świata, był zbyt delikatny na moją złość wobec niego. Przymknęłam oczy i wsłuchiwałam się w słowa piosenki, która koiła moje ciało i myśli. Dopiero teraz mogłam dostrzec, że poznanie Justina, każde zamieszane wywołane przez niego wpłynęło na moją teraźniejszą pozycję w życiu. Dzięki niemu i przeprowadzce do Paryża stałam się kimś innym. Kimś silniejszym, twardszym, kimś lepszym. Potrafiłam znieść więcej, ale nie czułam tego. W głębi duszy wciąż byłam tą kruchą dziewczynę, którą najdrobniejszy zły ruch miał doprowadzić do bólu.
Patrzyłam na bruneta ze łzami w oczach. Pomimo tylu bólu, złych słów i kilku spotkań oko w oko musiałam przyznać mu jedną rzecz - pozostawał w mojej głowie za każdym razem, a ja nie żałowałam żadnej chwili spędzonej z nim, wręcz przeciwnie, chciałam ich więcej. Uśmiechnęłam się przez łzy i zrozumiałam, że pierwsze uczucie jakie miałam spotykając go po raz pierwszy nie było zmyślone, ja naprawdę czułam tą ogromną sympatię jaką do niego żywiłam. Nie mogłam uwierzyć, że człowiek, który tak bardzo namiesza w moim życiu stanie się kimś ... za kogo oddałabym życie, aby spędzić z nim parę chwil. Przetarłam mokry policzek i próbowałam powrócić na ziemię, gdzie marzenia nie spełniały się od tak. Wiedziałam, że życie nie jest proste, że niesie ze sobą ból, że wcale nie jestem wystarczająco doświadczona. W końcu nikt nie mówił, że będzie łatwo, jednak nigdy nie będę się bała próbować.
Koncert dobiegał końca, zaczęłam klaskać ze wszystkimi. Justin zaczął znikać ze sceny. Wszyscy się rozeszli pochłonięci rozmową. Zostałam sama. Podeszłam do sceny i usiadłam na jej skrawku. Wymachiwałam w powietrzu nogami chcą, aby wszystko było prostsze. Westchnęłam i nagle usłyszałam kroki za sobą.
- Cześć. - szepnął prawie niedosłyszalnie. Zaskoczyło mnie to, że w ogóle chciał ze mną rozmawiać, ale postanowiłam dać sobie szansę na normalną rozmowę.
- Myślałam, że nie będziesz chciał ze mną rozmawiać po naszej ostatniej rozmowie. - odparłam równie cicho patrząc na swoje czarne buty na delikatnym korku. Brunet głośno wciągnął powietrze i przybliżył się do mnie siadając obok.
- Nigdy tak bardzo nie cierpiałem. - przyznał patrząc na drewniane drzwi od sali. Wszystko bolało mnie prawie tak samo jak jego. Nie rozumiałam tego co czułam.
- O czym mówisz ? - zapytałam przenosząc wzrok na jego zamyśloną twarz.
- Mówię o Tobie. - przyznał obracając głowę w moim kierunku. Spojrzałam w jego oczy, które pozostały jeszcze mokre od łez. Cicho przełknęłam ślinę i zagryzłam wargę.
- Nie rozumiem. - oznajmiłam nabierając powietrza.
- Nie udawaj, Ty też to czujesz. To co się działo w moim sercu przez ostatnie dni nie było normalne. - powiedział przymykając oczy, ale zrobił coś jeszcze. Ułożył swoją ciepłą dłoń na mojej. Było to tak piękne uczucie, że nie chciałam, aby kiedykolwiek jego dłoń zniknęła, nie chciałam, żeby odszedł, żeby jego zabrakło.
- Nie mogę myśleć o sobie Justin. - szepnęłam przełykając ślinę. - Nie mogę zrobić tego Selenie. - dodałam po chwili przypominając sobie o bólu przyjaciółki.
- Więc teraz nie dopuścisz do siebie szczęścia przez jej śmierć i uczucia ? - zapytał znów patrząc na mnie tym swoim smutnym wzrokiem.
- Skąd wiesz, że Ty jesteś moim szczęściem ? - odparłam wzdychając. Między nami zapadła cisza przepełniona, aby muzyką jaką tworzyło równe bicie naszych serc.
- Ja tego nie wiem, ja jestem tego pewien. - odpowiedział zbliżając się do mnie.
- Justin ... ja. - jęknęłam cicho kiedy był całkiem blisko mojej twarzy. Chłopak odsunął się i spojrzał na mnie z wyrozumiałością.
- Odezwij się jeżeli będziesz miała odwagę korzystać z życia. - odparł i wsunął się ze sceny. Zwrócił się w kierunku drzwi. Odprowadziłam go wzrokiem, a po chwili poczułam chłód na moim ramionach. Oplotłam się nimi i sama zeskoczyłam ze sceny idąc w kierunku wyjścia. Miałam porozmawiać o koncertach, a nie wprowadzać w moje życie stan jakiego nie umiałam pojąć.

* * *


Jest rozdział. Chciałam, aby był lepszy, ale mi się nie udało. Wybaczcie.

20 komentarzy = NN


EDIT : Ktoś jeszcze chce być powiadamiany o rozdziałach ? Proszę piszcie na GG - 13281850 - wiadomości prywatne, w komentarzu, albo na TT - @thatbeeasy :) Wszędzie jestem bardzo często :)

Blog ma 120 obserwujących ! DZIĘKUJĘ ! :**
Tagi: opowiadanie4
25.05.2012 o godz. 23:02
Przesiedziałam w studiu połowę pięknego czerwca opuszczając lekcje, nie nadrabiając zaległości. Tutaj nawet było mi lepiej. Tam widziałam wszystko co przypominało mi jej uśmiechniętą twarz. W studiu zamykałam oczy i mogłam przestać myśleć, choć na chwilę. Mojej piosenki miałam już w prawdzie dość, wymyśliłam nowe, lepsze, ale Tom nie chciał jej zamienić na nic. Wyszłam z osobnego pomieszczenia i usiadłam na kanapie prawie nie zauważona. Oparłam głowę o jej krańce i zamknęłam oczy. Po chwili poczułam, że ktoś mnie dotknął siadając obok. Błyskawicznie odskoczyłam i otwarłam oczy patrząc na chłopaka. Uśmiechał się cwaniacko zakładając ręce za głową.
- Uważał byś. – zwróciłam mu uwagę zła. Justin tylko się zaśmiał i przybliżył trochę bardziej, tak, że jego ramię wylądowało za moją głową. Może przy innych okolicznościach, przeszłości i innym Justinie miałabym chęci na takie chwilę, lecz nie teraz. – Ciebie naprawdę śmierć Seleny nie ruszyła, prawda ? – zapytałam z wyrzutem. Patrzyłam w jego brązowe oczy oddalając się od jego ramion, nawet nie czułam potrzeby bycia obok niego, nie chciałam tego.
- Nikt jej nie kazał się zabijać. – odparł obojętnie obracając głowę w drugą stronę. Byliśmy sami w studiu. Nie mogłam wytrzymać jego zachowania i słów, więc postanowiłam raz w życiu wykrzyczeć komuś prawdę w oczy.
- Może jeszcze powiesz, że nikt jej nie kazał Cię kochać ? Nikt jej nie opuścił ? Nikt jej nie zostawił, chociaż go potrzebowała ? Zabiła się, bo jej się nudziło, tak po prostu. Błąd ! Zabiła się przez Ciebie ! Jesteś tylko problemem ! –wykrzyczałam ostatni słowa. Nawet na mnie nie spojrzał. Wstałam z kanapy i stanęłam naprzeciwko siedzącego Justina. – Czy Ty czujesz cokolwiek ? Masz jakieś uczucia ? – zapytałam z ciekawością. – A może Ty po prostu nie masz serca. – stwierdziłam dotykając miejsca gdzie powinno się znajdować. – Dziwne, bije, jednak jest. – oznajmiłam zdziwiona.
- Możesz przestać ?! – krzyknął Justin. Jego wybuch potwierdził moje przypuszczenia, że ukrywa się. Wstał z kanapy i podszedł do ściany mocno w nią uderzając pięścią kilka razem. Patrzyłam na to z boku pozwalając by robił sobie krzywdę. W końcu nie wytrzymałam, podeszłam do niego i chwyciłam jego dłoń. Chłopak spojrzał na mnie z bólem w oczach zmieszanym z bólem, nie tylko fizycznym, ale psychicznym. Rozchyliłam delikatnie usta nabierając powietrza, gdyż nigdy nie widziałam tak smutnego widoku. Gdyby było inaczej przytuliłabym go, wiedziałam o tym.
- Ale Ty przed chwilą … - zaczęłam nie rozumiejąc jego zachowania.
- Co, zdziwiona, że mam uczucia i jednak jestem człowiekiem ? – zapytał ocierając spływającą łzę po jego zaróżowiałym policzku. Odszedł w bok i przykucnął pod ścianą obok wielkiego biurka Tom’a. Pomyślałam, że przesadziłam z moimi słowami, ale przecież były one prawdą, zasługiwał choć na cząstkę bólu Seleny, lecz mimo wszystko jego smutek działał na mnie, czułam jego ból, jego łzy spływały po moich policzkach, jakbyśmy byli jednością.
- Nie, nie jestem zdziwiona. – odpowiedziałam cichutko siadając obok niego przy ścianie. Ułożyłam rękę na jego ramieniu, ale zepchnął ją. Zrobiło mi się przykro, ale nie zamierzałam przestać próbować. Przybliżyłam się do niego i zmusiłam, aby na mnie spojrzał.
- Dlaczego nagle stałaś się milsza ? – zapytał z oczami pełnymi łez. Przełknęłam głośno ślinę i ponownie położyłam mu dłoń na ramieniu głaskając delikatnie. Jego ciało się trzęsło, chyba dopiero teraz, od długiego czasu pomyślał o tym co się stało, tak na poważnie, bez żadnego udawania.
- Ktoś musiał powiedzieć Ci prawdę. – szepnęłam patrząc w jego czekoladowe oczy, przymrużał je co jakiś czas oraz przecierał.
- Prawdę, którą znałem i tak bardzo boli ?! Dziękuję. – krzyknął zły, wstał ze swojego miejsca. Podszedł do drzwi i rzucił mi ostatnie pogardliwe spojrzenie. Dopiero wtedy z moich oczu zaczęły spływać łzy, dopiero wtedy kiedy pomyślałam, że go zraniłam, że to ja byłam winna jego łzom. Wstałam z kąta i wybiegłam za chłopakiem. Minęłam długi korytarz i wybiegłam przed budynek, gdzie zobaczyłam wyjeżdżające auta Justina z parkingu pozostawiające za sobą jedynie szary dym. Szary dym, który tak bardzo bolał i dusił moje płuca oraz serce. Pozostałam sama z myślą, że zraniłam osobę, na której być może mi zależało, a tego nie wiedziałam, lub nie chciałam przyjąć do wiadomości. Chyba nie zdawałam sobie sprawy z tego, że jemu też nie jest łatwo, że teraz potyka się nawet o swoje nogi i nie wie co zrobić, na pewno sądzi, że gorzej być nie może. Jednym słowem : dobijam upadłego. Byłam chyba u kresu wytrzymałości – stojąca na środku parkingu, z otwartą buzią, rozmazanym makijażem, rozczarowaniem i smutkiem w oczach, a w środku rozpadałam się na miliony kawałków.
- Co jest ? – zapytała mama stając koło mnie i jedząc pączka. Nawet nie zauważyłam kiedy podeszła. Popatrzałam na nią, a po chwili rzuciłam na szyję wybuchając płaczem. Nie powiedziała nic. Oplotła mnie ramieniem i pozwoliła by emocje opuściły moje ciało, by dokonało się wyładowanie.

Jeszcze tydzień temu nikt nie wiedział kto to Bianka Mavel. Teraz chyba każdy kojarzył moje nazwisko z piosenką najczęściej odtwarzaną na stacjach radiowych, komputerach, najczęściej ściąganą – Summer Paradise z dodatkiem głosu Justina Biebra, który z tego faktu zyskał nowych fanów. Byłam z siebie zadowolona, każdy z rodziny był, a już od kilku dni pracowałam nad innymi piosenki, które mogę zaprezentować na przyszłych koncertach. W prawie byłam zabiegana. Wszystko zawdzięczałam mamie i paru wizytom o Tom’a. To już nie to samo życie bez zmartwień, teraz jest inaczej.
Rok szkolny dobiegał końca. Skończyłam trzecią liceum z dobrymi wynikami. Mogłam odpoczywać, a jesienią wybrać się na studia, lecz chciałam z nich zrezygnować i skupić się na muzyce, na swoim życiu, bo wiedza mi nie ucieknie. Studia mogę rozpocząć w każdym wieku. Ubrałam na siebie ciemną sukienkę z białą bluzką pod spodem i byłam gotowa do wyjścia na zakończenie szkoły. Dojechałam tam z mamą w mgnieniu oka, a już po chwili miałam na sobie togę. Weszłam na wielką salę ozdobioną tysiącem balonów i usiadłam w pierwszym rzędzie obok jakiś dziewczyn, których nie mogłam znikąd skojarzyć, choć były uczennicami naszej szkoły.
- Patrz, to ta koleżanka Seleny. – szepnęła jedna do drugiej wskazując na mnie małym palcem. Zrobiło mi się przykro. Nie dlatego, że mnie obgadywały. Miały do tego pełne prawo. Było mi smutno, bo nie było obok mnie osoby, która kiedyś powtarzała, że będzie najlepszą absolwentką naszej szkoły, że będzie się starać.
- To przecież Bianka Mavel, ona śpiewa Summer Paradise. – oznajmiła druga patrząc na mnie kątem oka. Czułam się dziwnie, może nie domyślały się, że siedząc obok najzwyczajniej ich słyszę. Ignorowałam resztę ich rozmowy i skupiłam się na rozpoczęciu ceremonii co chwilę poprawiają togę, która źle się układała.
Wręczenie dyplomów przeszło szybko, więc już po chwili mogłam się udać do drugiej Sali, w którym odbywało się dziesięciominutowe spotkanie, na którym mieliśmy uzgodnić ostatni, klasowy wyjazd.
- Sądzę, że lipiec byłby najlepszy. – odezwała się Jenny, która od pewnego czasu zajęła stanowisko przewodniczącej szkoły, a także klasy od kiedy Selena odeszła. Doskonale ją zastępowała przez ten czas, dbała o wszystko, zupełnie tak jak ona. Posmutniałam, ale po chwili oprzytomniałam przypominając sobie o moich pierwszych koncertach, które będą właśnie w lipcu.
- Ja nie mogę. – szepnęłam cicho wysuwając się przed szereg młodzieży, która spojrzała na mnie złowrogo.
- To już nie nasza wina. – odparł wkurzony chłopak z mojej klasy, którego imienia nie znałam.
- No jasne. – odpowiedziałam i wycofałam się z pomieszczenia odwieszając togę na wieszak.
Wyszłam z pomieszczenia i odnalazłam mamę wśród jej starych koleżanek. Nie zamierzałam wyciągać jej z przyjęcia, więc opuściłam salę i poszłam na piechotę do domu. Mijałam domy, sklepy a także ludzi, którzy byli równie przygnębieni co ja. Chciałam się zatrzymać i spytać jednego z nich czemu jest smutny i porównać to z moim problemem. Wtedy wiedziałabym czy warto się przejmować. Chyba nie. Doszłam do domu, a od progu przywitały mnie odgłosy rozmów.
- Nie wiem czy Justin się zgodzi. - powiedział ktoś kogo głosu nie znałam. Przeszłam bliżej pokoju i wychyliłam się zza drzwi.
- Dzień dobry. - powiedziałam, ale po chwili zamurowało mnie kiedy zauważyłam, że siedzi ta Scooter.
- Cześć Mała. Właśnie omawiamy szczegóły Twoich koncertów, na których pojawi się Justin. - odpowiedział tata, a menadżer Justina posłał mi uśmiech, który odwzajemniłam a za chwilę zniknęłam w drzwiach czując jak powoli zaczyna mnie boleć głowa. Nie spotkałam go od prawie dwóch tygodniu po słowach jakie wypowiedziałam. Wstydziłam się teraz spojrzeć mu w oczy.

* * *


Cześć Kochane ! <3
Dziękuję za 23 komentarze a zwłaszcza te trzy. <3
Fajnie, że chociaż widzicie, iż wskazana liczba komentarzy jest to i tak dalej komentujecie, dziękuję <3 To dla mnie ważne <3 KOCHAM WAS <333

20 komentarzy = NN
Tagi: opowiadanie4
24.05.2012 o godz. 18:30


Chyba nawet nie zauważyłam jak bardzo związałam się z Seleną, na nowo. W końcu łączyło nas kilka spraw, a między nimi Justin. Mogłam śmiało powiedzieć, że znów byłyśmy sobie bliskie, jak kiedyś. Jednak teraz jedna strona chciała to zniszczyć odchodząc. Nie mogłam na to pozwolić. Moje serce przyśpieszało coraz bardziej kiedy mama dociskała gaz, a po chwili tak stała w korku. Takie sytuacje powtarzały się kilka razy. Nie mogłam się spóźnić. Wysiadłam szybko z samochodu i nabrałam powietrze w płuca. Ruszyłam przed siebie omijając samochodu. Nigdy nie czułam takiej potrzeby, aby moja kondycja była lepsza, ale teraz nie myślałam o tym. Chciałam jak najszybciej znaleźć się pod domem przyjaciółki i najzwyczajniej w świecie uchronić ją przed nią samą. Nie było nic ważniejszego od niej. Nic się nie liczyło. W końcu była tak wartościową osobą, zrobiłaby to samo dla mnie. Czułam jak siły mnie opuszczają, ale postanowiłam dać sobie w kość, dla niej, bo musiałam przyznać to, że ją kochałam, jak siostrę. Przyśpieszyłam choć nic nie wskazywało na to, że dam radę. Zostało ostatnie dwieście metrów jakie musiałam pokonać. Znalazłam siłę, nie wiedziałam skąd, ale miałam ją. Momentalnie znalazłam się pod domem przyjaciółki. Wparowałam do jej domu, gdyż drzwi były otwarte. Panowała w nim przerażająca cisza. Rozejrzałam się dookoła nie zważając na to, że ledwo oddycham.
- Selena ?! – krzyknęła zdenerwowana klnąc pod nosem. Sprawdziłam wszystkie pomieszczenia na parterze, jednak nigdzie jej nie było, więc zostało piętro. Wbiegłam po drewnianych schodach opadając z sił, nie poddawałam się. Wiedziałam, że stawką jest jej życie. Musiałam mieć pewność, że zrobiłam wszystko co mogłam. Wpadłam do pierwszego pokoju jaki napotkałam na swojej drodze jednak nie było w nim nikogo. W następnych też. Na końcu długiego korytarza pozostał jeden pokój. Dobiegłam do niego i nerwowo szarpnęłam klamkę, która nie odskoczyła. Znalazłam ją. Była tuż za ścianą. Zagryzłam wargę próbując powstrzymać wybuch wszystkich emocji jakie w sobie kryłam. Zaczęłam walić rękami o drzwi, a potem barkami, nogi też mi nie pomagały. Nie wiedziałam co zrobić. Byłam bezradna. Zdjęłam wsuwkę z głowy i próbowałam włożyć ją w dziurkę od klucza, jednak to nie działało. Osunęłam się po ścianie i ukryłam twarz w dłoniach.
- Selena, do jasnej cholery otwórz ! – krzyczałam kiedy moje oczy zalewały się łzami. Waliłam ostatkami sił w drzwi, ale to nic nie dało. Po wieczności dla mnie, która trwała niecałe dwadzieścia minut przyjechała mama z policją i pogotowaniem. Słysząc odgłosy uchylanych drzwi podniosłam się z podłogi i zbiegłam na dół, aby wskazać im odpowiednie miejsce. Pomoc pojawiła się natychmiastowo. Wyważyli drzwi i przebadali całe pomieszczenie, oczywiście była tam Selena. Wślizgnęłam się tam za służbą pogotowia. Spojrzałam na dziewczynę, z której uszło życie. Jej ręce opadły wzdłuż ciała. Były całe zakrwawione, przecięte w wielu miejscach, ale jej twarz. Ona ukazywała kompletny spokój, jakby już wszystko było dobrze. Patrzyłam na jej ciało i nie wierzyłam, że to się dzieje naprawdę. Przetarłam oczy, które stawały się coraz bardziej mokre i ukryłam je między dłońmi. Nie mogłam uwierzyć, że to zrobiła, a ja siedziałam pod drzwiami i płakałam. Widziałam jak kładą jej ciało na noszach i nakrywają, aby nie było go widać. Mimowolnie się przeżegnałam. Weź ją do siebie. – pomyślałam unosząc oczy w górę. Spuściłam głowę i przepuściłam noszę i ratowników, a po chwili poczułam jak racę równowagę i odpływam. Miałam nadzieję, że odejdę razem z Seleną, na zawsze.

Wszystko nadeszło tak nagle. Nie spodziewałam się zmian, zwłaszcza takich, iż kogoś miało zabraknąć, a brakowało jej. Odeszła, na zawsze. Zdecydowała co będzie dla niej lepsze, po prostu wybrała. Zmrużyłam oczy nie mogąc patrzeć na swoje odbicie delikatnie gładząc czarną sukienkę, którą miałam na sobie. Nie mogłam zrozumieć jak mogła pomyśleć, że jej życie będzie lepsze bez przyjaciół i rodziny. Jedyną osobą jaka zawiniła był Justin, tylko on tak naprawdę powinien ponieść winę i czuć ciężar jej śmierci na sobie. Możliwe, że i ja byłam winna. Wybrałam bierność zamiast dalsze walenie w drzwi i tego nie mogłam sobie wybaczyć. Usłyszałam jak mama schodzi ze schodów, wyszłam jej naprzeciwko, miała na sobie również czarną sukienkę do kolan. Przytuliła mnie z miłością i pogłaskała po włosach. Położyła rękę na moim ramieniu i obje wyszliśmy z domu zamykając za sobą drzwi. Droga do kościoła minęła w ciszy i skupieniu. Minęły trzy dni, to bardzo mały okres czasu, aby pogodzić się ze stratą osoby, którą się kochało, darzyło wiecznym uczuciem. Chciałam jej jeszcze tak wiele powiedzieć, nauczyć się od niej, ale była to już przeszłość. Samochód stanął na parkingu obok kościoła, otworzyłam drzwi i wyszłam. Stanęłam czarnymi baletkami na ziemi i skierowałam się w kierunku kaplicy. Wiedziałam, że nie wytrzymam pożegnania, że to nie na moje siły. Weszliśmy do kościoła a od progu poczułam, że robi mi się duszno. We wnętrzu świątyni znaleźli się wszyscy przyjaciele Seleny, rodzina. Na środku przejścia stała jasno drewniana trumna z ciałem mojej przyjaciółki. Stanęłam koło niej i przeżegnałam się dotykając jej zimnej ręki. Przeszedł mnie dreszcz, ale także szereg wspomnień jakie z nią dzieliłam. Uroniłam parę łez przymykając oczy. Przeszłam do pierwszej ławki razem z mamą i usiadłam w niej. Wiedziałam, że to nieładnie się rozglądać, ale zrobiłam to. Po drugiej stronie ujrzałam Justina, który zacięcie przeglądał coś w komórce. Nie wiedziałam jaki musiał mieć tupet, aby się tu pojawić, a na dodatek tak zachowywać. Wzięłam głęboki oddech i oddałam się modlitwie na parę minut. Chwilę później ceremonia się rozpoczęła. Nie była to msza, ale pożegnanie ważnej dla nas osoby. Cały czas miałam w ręce list, który Selena napisała przed śmiercią, dostałam nakaz przeczytania go przy wszystkim, ale postanowiłam zrobić coś innego. Podeszłam do małego mikrofonu umieszczonego w statywie i powiedziałam :
- Myślę, że zaszczyt przeczytania listu Seleny oddam Justinowi. Wymówiłam jego imię prawie, że z obrzydzeniem, którego nie ukrywałam. Podszedł zdziwiony do mnie i przejął zamkniętą kopertkę, której wcześniej nie ważyłam się otworzyć. Przejął ją a ja usiadłam. Rozwinął kawałek papieru po czym wziął głęboki oddech i zaczął czytać.
- Jeżeli miałabym kogoś przepraszać to chyba jedynie moją rodzinę. Wybór jaki podjęłam nie był słuszny, wiem, ale ja nie mogłam tak żyć. To za bardzo bolało, zbyt wiele wymagało ode mnie, a ja nie jestem osobą wytrzymałą. Przepraszam Cię mamo za to, że nie zawsze słuchałam Twoich mądrych słów i rad. Przepraszam Cię tato, że zbyt szybko chciałam dorosnąć i za to, że nie chciałam już być Twoją małą córeczką. Gdyby było to jeszcze możliwe może wszystko wyglądałoby inaczej, ale nie zamierzam już nic ukrywać, nie zamierzam się zgrywać. Podjęłam decyzję, która była dla mnie najlepsza. – przeczytał obojętnie, jakby nie wiedział, że była to jego wina. – Poznałam to uczucie, o którym czytałam na stronach internetowych i w gazetach, bezradność i ciągły ból. Doznawałam tego codziennie choć starałam się, aby było inaczej. Chciałam być silna i nie pokazywać nikomu, że coś lub ktoś może mnie pokonać, ale dłużej nie mogłam. To wszystko mnie przerosło. Nigdy nie myślałam, że dopadną mnie samobójcze myśli, ale jak widać myliłam się. Miałam je od dawna. Chciałam poczuć jak to jest być szczęśliwą, bo chyba zapomniałam wtedy kiedy on odszedł. – tutaj jego głos się załamał, ale po chwili wrócił do czytania z tą samą pogardą. – Nie chciałam nikogo ranić, zrobiłam to, bo przez ostatnie dni byłam egoistką myślącą o tym jak załagodzić swój ból. Znalazłam sposób. Wykorzystałam go i myślę, że poczuję się lepiej. Chciałabym. – łzy kręciły się w moich oczach jak nigdy wcześniej. Miałam ochotę wykrzyczeć Justinowi wszystko w twarz co o nim myślę, tutaj przy wszystkich, ale to chyba nic by nie dało skoro list Seleny nic dla niego nie znaczył. – Na koniec zostawiłam dwie sprawy, a właściwie osoby, którym zawdzięczam najlepsze chwile mojego życia. Zdarzały się upadki, ale zawsze z nich powstawaliśmy. Bianka, Twoje słowa i czyny jakimi darzyłaś mnie przez ostatnie tygodnie były wspaniałe i pomagały mi za każdym razem, ale potem wracałam do pustego pokoju, w którym pamiętałam wszystko czego nie chciałam. Ostatnią osobą jakiej chciałam podziękować jest Justin. Wszyscy pewnie myślą, że powinnam Cię obwiniać, ale ja chciałam przekazać Ci tylko dwa słowa jakie zawsze powtarzałam. Kocham Cię. Zawsze tak będzie. Niezależnie od tego co się stanie, jaką drogą pójdziesz, co wybierzesz, czy się zmienisz czy pozostaniesz sobą. To bez znaczenia, bo dla mnie zawsze będziesz tą samą osobą. Tym zakochanym we mnie chłopakiem z zamiłowaniem do muzyki i prawdziwym talentem, który wykorzystujesz. Życzę Ci szczęścia, ale też wytrwałości w życiu, bo ono wcale nie jest takie piękne jak zdawało mi się na jego początku. Z czasem przyszły problemy, z którymi musiałam sobie poradzić sama. Przyszły chwile, których nie chciałam pamiętać a musiałam żyć dalej. Były osoby, z którymi nie chciałam mieć do czynienia, a jednak wszystko przetrwałam. Jednego czego nie potrafię przeżyć to rozłąki między nami i tego, że tak nagle zrezygnowałeś z tego, co było dla Ciebie ważne. Pod tym względem nie rozumiem Cię, ale mam nadzieję, że wybrałeś mądrze, a ja kiedyś spojrzę na Ciebie z góry i będę widzieć, że jesteś szczęśliwy. – jego głos coraz bardziej drgał, małą chusteczką co chwilę wycierał spadające łzy po jego policzkach, ale dotrwał do końca listu. – Na koniec chciałam Wam wszystkim powiedzieć, że życiem należy się cieszyć, że nie potrzeba rozpamiętywać wszystkich krzywd, że życie to dar, który trzeba szanować. Do zobaczenia.
Wszyscy na sali umilkli i chyba nie dowierzali, że to wszystko napisała Selena, która zdawała się taka silna i odporna na zło świata. Po raz kolejny przekonałam się, że każdy z nas ma wiele pozorów, pod którymi skrywa prawdziwego siebie. Mam nadzieję, że moja przyjaciółka w końcu zazna upragnionego spokoju. Śpij dobrze. – pomyślałam podchodząc do jej trumny, która po chwili została zamknięta.

Życie jest szansą, schwyć ją.
Życie jest radością, próbuj ją.
Życie jest snem, uczyń je prawdą.
Życie jest wyzwaniem, zmierz się z nim.
Życie jest obowiązkiem, wypełnij go.
Życie jest cenne, doceń je.
Życie jest bogactwem, strzeż go.
Życie jest miłością, ciesz się nią.
Życie jest tajemnicą, odkryj ją.
Życie jest obietnicą, spełnij ją.
Życie jest hymnem, wyśpiewaj go.
Życie jest walką, podejmij ją.
Życie jest tragedią, pojmij ją.
Życie jest przygodą, rzuć się w nią.
Życie jest szczęściem, zasłuż na nie.
Życie jest życiem, obroń je
[/i]

* * *


Płaczecie, bo ja chyba tak.

20 komentarzy = NN
Tagi: opowiadanie4
22.05.2012 o godz. 21:44
Nie sądziłam, że godząc się na nagranie jednej piosenki zmienię swoje życie wprowadzając w nie huragan zmian. Nie wiedziałam, że dzięki temu wszystko ulegnie zmianie i chyba tak naprawdę tego nie chciałam, ale znalazłam też lepsze strony. Mniej myślałam o Justinie i Selenie, to było wspaniałe nie czuć tego bólu widząc ich na szkolnym korytarzu, przytulających się. Zresztą Justin zajmował się początkiem swojej kariery, nie często bywał w szkole, a jego dziewczyna po prostu była nieszczęśliwa, tutaj nawet jej współczułam. Było widać co Justin stawia na pierwszym miejscu i cieszyło to tylko grono jego fanek. Nie zaliczałam się do żadnych belieber, ale byłam kimś kto nienawidził go za wszystko – hejter, antyfan. Zazdrość też wchodziła w uczucia jakie żywiłam do Justina, ale było jej coraz mniej. Tak myślę. Nie miałam już zamiaru wzdychać do niego, wypromowanej gwiazdy.
Selena coraz bardziej oddalała się od wszystkich. Widziałam to, choć nie rozmawiałam z nią, ani razu nie próbowałam. Czułabym się dziwnie pomagając jej kiedy jeszcze nie dawno zabiłabym ją, aby mieć Justina. Ona naprawdę przeżywała ich rozłąkę, a Justin bawił się w najlepsze znajdując coraz lepsze dziewczyny do zabawy, tak sądziłam. Zauważyłam, że przestała imprezować, przyłożyła się do nauki i od niedawna wolała samotność, odtrącała każdego.
Pewnego dnia wróciłam na salę gimnastyczną. Nie wiedziałam dlaczego, ale usiadłam na jednej z ławeczek i westchnęłam. Nie poczułam bólu patrząc na szkolną drużynę koszykarską. Przyszłam, bo taki miałam kaprys i mimo to, że wiedziałam, iż między zawodnikami nie ma Justina to zacięcie go szukałam nie rezygnując. Coraz bardziej przestawałam wierzyć w to, że wyleczyłam się z zauroczenia do niego. Sądziłam, że jestem silna i potrafię to zrobić, ale teraz, coraz bardziej wątpiłam.
- Myślisz, że on kiedyś do nas wróci ? - zapytał jeden z zawodników siadając obok mnie. Jego wzrost, aż imponował. Miał ciemne włosy, mocno przyśpieszony oddech i tęskny wzrok, który wbił we mnie.
- Nie obchodzi mnie to. - prychnęłam obojętnie, może nawet trochę niegrzecznie. Chłopak od razu odwrócił się ode mnie i spojrzał na boisko, na którym pozostała znaczna część drużyny doskonaląc rzuty do kosza.
- Kłamiesz. - zaśmiał się smutno, a na jego twarz wkradł się tajemniczy uśmiech. - On nie był i nie będzie Ci obojętny. - stwierdził poprawiając czerwoną koszulkę bez rękawów.
- Nic o mnie nie wiesz. - odpowiedziałam zagryzając z poirytowania wargę. Nasza rozmowa nie miała dalszego sensu, ale nie chciałam jeszcze stamtąd wychodzić. Zostałam i wsłuchiwałam się w odgłosy odbijania piłki, szurania butów po parkiecie i ciągłych przekleństw chłopaków.
- Ale znam Justina. - odparł z lekkim uśmiechem.
- Ja i Justin to dwa odmienne światy. - opowiedziałam z westchnięciem. Jesteśmy dwoma światami, które nie mają prawa być razem - pomyślałam patrząc na boisko, które powoli pustoszało. Nie mogłam od kilku minut wyrzucić Justina z głowy, przez tego chłopaka. Zaczął ciążyć mi na sercu, a teraz przeniósł się do mojej podświadomości.
- Jestem Matt. - powiedział chłopak spoglądając na mnie kątem oka.
- A ja Bianka. - odpowiedziałam z delikatnym uśmiechem.
- Idziesz ? - krzyknął jeden z chłopaków wychodzący z szatni.
- Już ! - odparł Matt i wstał z krzesła. - Cóż, miło się gadało, ale muszę spadać. Mam nadzieję, że kiedyś się spotkamy. - powiedział chłopak odchodząc w kierunku szatni, a za chwilę zniknął za drzwiami. Siedziałam jeszcze chwilę na trybunach, ale po chwili postanowiłam zobaczyć czy Selena jest jeszcze w szkole. Z tego co wiedziałam mieli spotkanie samorządu szkoły, więc powinna teraz kończyć. Szybko podniosłam się z ławeczki i chwyciłam swoją torbę, którą zaraz po tym założyłam na jedno ramię. Rzuciłam ostatnie spojrzenie na boisko i wyszłam z sali kierując się w stronę budynku szkoły. Miałam szczęście. Ciemnowłosa właśnie schodziła po schodach. Przyśpieszyłam kroku i krzyknęłam :
- Selena, poczekaj. Zatrzymała się patrząc w moją stronę z lekkim zdziwieniem. W końcu od pewnego czasu w ogóle ze sobą nie rozmawiałyśmy, ale to ja tutaj zawiniłam i to ja powinnam to naprawić. Zbliżyłam się do przyjaciółki i tak po prostu bez zbędnych słów ją do siebie mocno przytuliłam głaskając jej plecy, a po chwili usłyszałam ciche chlipanie. Zrobiło mi się jej żal. Przecież ona nie zasługiwała na jakikolwiek ból. Zawsze była taka pomocna, uśmiechnięta. Pociągnęłam ją w kierunku ławeczki przy szkole siadając razem z nią na niej. Wyciągnęłam z torby chusteczki i podałam jej opakowanie.
- Tęsknię za nim. - pożaliła się dmuchając w białą chusteczkę. - Wiesz kiedy ostatnio do mnie zadzwonił ? Dokładnie trzy dni temu przed jakąś galą rzucając jakiś obrzydły tekst Ej mała, nie bądź zazdrosna, ale wybieram się dziś na galę z piękną laską. - zacytowała go a po chwili znów zaczęła płakać nie mogąc złapać oddechu. Przeczesałam palcami swoje włosy ze bezradności zbliżając się do Seleny. Objęłam ją ramieniem i zaczęłam delikatnie kołysać.
- Zobaczyłaś, że nie jest Ciebie wart. - szepnęłam do jej ucha całując w głowę.
- Oszczędź mi takich tekstów, proszę. - oznajmiła biorąc nową chusteczkę. Westchnęłam cicho i postanowiłam powiedzieć jej prawdę.
- Znasz grzecznego i miłego Justina, ale widzisz on nie może teraz być taki. Staje się gwiazdą. - powiedziałam, a moje słowa zabrzmiały jakbym chciała go bronić na co nie miałam ochoty.
- I to ma oznaczać, że ma zapomnieć o wszystkim co jest tutaj ? - zapytała wskazując ręką na serce. Wiedziałam, że bardzo ją to boli, że chyba już powoli nie wytrzymuje i tak wystarczająco już przetrwała.
- Powinnaś zapomnieć. - odparłam spoglądając w jej rozmazane oczy od płaczu. - Powinnaś zapomnieć, że był w Twoim życiu ktoś taki jak Justin Bieber. - powtórzyłam chcąc, aby zapamiętała moje słowa i naprawdę wzięła do serca.

Dokładnie dziś mijają dwa tygodnie od pierwszej wizyty w studiu Tom'a. Byłam podekscytowana od samego rana, co chwilę powtarzałam sobie tekst piosenki, ale zapominałam go. Schodząc na dół usłyszałam kłótnię rodziców, pierwszą od dawna.
- Nawet nie wiesz jak to może wpłynąć na jej życie ! - krzyknął zdenerwowany tata trzaskając pięścią o stół.
- Dałam jej szansę, którą odebrał jej Justin. - odpowiedziała mama, bardzo spokojna. Czułam, że mój tata znów ma rację. Tylko on tak naprawdę wiedział, że moje życie się zmieni, ja to tylko czułam, ale nie potrafiłam zrozumieć. Weszłam bezszelestnie do kuchni i oparłam się o framugę drzwi przypatrując się mamie i tacie.
- Uspokójcie się. - nakazałam widząc ich rozgniewane twarze. Mój wzrok był prawie, że błagalny. Stanęli w miejscu patrząc na mnie a potem na siebie, miałam nadzieję, że poczuli się głupio.
- Zbierajmy się do studia. - pogoniła zmieszana mama chwytając torebkę i klucze od auta. Wyszła z kuchni, a ja za nią rzucając znaczące spojrzenie tacie, któremu szkliły się oczy. Może myślał, że będę kolejną gwiazdą, której odbije, sama byłam przekonana, że nie dam się zniszczyć samej sobie, więc o to się nie martwiłam. Wsiadłam do auta, po drodze zgadywałam, w który zakręt skręci mama. Tym razem po niecałej godzinie, bez korków byliśmy na miejscu. Wysiadłam z auta i nie czekając za mamą weszłam do budynku. Wybrałam odpowiednie drzwi i delikatnie w nie zapukałam słysząc proszę weszłam.
- Dobrze, że jesteś. - ucieszył się Tom podchodząc do mnie. Przytulił mnie do siebie, a po chwili nacisnął jakiś przycisk. - Znalazłem kogoś kto zaśpiewa z Tobą kawałek piosenki. - mówił podekscytowany. - Okej, możesz przyjść. - powiedział do mikrofonu naciskając mały guzik spośród wielu. Do małego pomieszczenia z pokoju gdzie ostatnio nagrywałam wszedł Justin w luźnych spodniach i białej bluzce. Zamurowało mnie. Widziałam jak brunet zagryzł wargę, a po chwili ściągnął okulary przeciwsłoneczne chowając je do kieszeni. Bałam się spojrzeć mu w oczy, stał na przeciwko mnie, więc było to nieuniknione. Podniosłam nieśmiało głowę i spojrzałam w jego oczy. Jednak nie zahipnotyzowały mnie. Były takie, zwykłe, inne niż wcześniej.
- Hej. - rzuciłam do niego z brakiem szacunku i spojrzałam na Tom'a. - Nie było nikogo innego ? - zapytałam, a w tym momencie do studnia weszła mama chowając telefon do torebki. Stanęła jak wryta widząc Justina obok mnie po czym zwróciła się do Tom'a :
- Co on tu robi ?
- Nagra duet z Twoją córką. - uśmiechnął się przepraszająco i nakazał wejść mi do oddzielnego pomieszczenia gdzie tym razem założyłam słuchawki na uszy, a już po chwili usłyszałam melodię mojej piosenki, zupełnie taką jak sobie wymyśliłam. Śpiewałam kilka razy, tak, że mój głos nie nadawał się do niczego, a ja prosiłam cały czas o przerwę, jednak nic z tego. Justin stał z boku co chwilę patrząc na mnie z głupawym uśmiechem, albo zazdrością w oczach. Cieszyło mnie to, więc dawałam z siebie wszystko, miałam motywację.
- Nie no, co to ma być ! - krzyknął Tom kiedy telefon w mojej kieszeni zaczął wydzwaniać radosną melodię. Spojrzałam na nich przepraszająco tak, że przestaliśmy na chwilę nagrywać i odebrałam telefon od Seleny.
- Halo ? - odezwałam się.
- Ja po prostu nie wytrzymam bez niego. Moje życie jest niczym kiedy nie ma go obok. Bez niego jestem nikim. To on dawał mi siłę do życia przez cały czas, teraz jej nie ma. To koniec. - szepnęła cicho, prawie niedosłyszalnie.
- Selena o czym Ty mówisz ?! - krzyknęła do telefonu, ale zdążyła się rozłączyć. Wybiegłam z pomieszczenia stają obok mamy.
- Jedziemy ! - powiedziałam zdenerwowana, a następnie zwróciłam do do Justina ze łzami w oczach. - Gdyby nie Ty wszystko byłoby dobrze !

* * *


Cześć kochani, nie wiem co się stało, ale rozdział mi się podoba ! <33 Naprawdę uważam, że jako jeden z niewielu się udał. :)
Chciałam powiadomić, że wraca limit na moim blogu. Przepraszam, ale była umowa jeszcze z pierwszego opowiadania - ja dodaję systematycznie, a wy komentujecie. Mamy 15 osób na 117 obserwujących, to naprawdę dla Was nic wielkiego napisać chociaż dwa, miłe słowa. A mnie to daje motywację, uśmiech i poczucie, że jestem tutaj choć troszkę lubiana, więc jeśli będzie tak dalej limit pozostanie. Oczywiście nikogo nie zmuszam do komentowania.

20 komentarzy = NN
Tagi: opowiadanie4
21.05.2012 o godz. 19:34
Nic nie boli bardziej niż stracone zaufanie i widok osoby, która zdradziła Cię czy wykorzystała. Nic nie boli bardziej niż bezradność, wiesz, że nic nie możesz poradzić. Gdybym miała cofnąć czas nigdy nie znalazłabym się w Paryżu, nigdy nie pomyślałabym, że moglibyśmy być razem, nigdy bym go nie poznała. Postarałabym się o to. Jednak jak zawsze życie naraża nas na cierpienie, tak wielkie, że nie jesteśmy w stanie go utrzymać w sobie. Powoli nie wytrzymujemy, a jedyną naszą myślą jest śmierć – odejście od tego co boli i ciąży na sercu. Odzyskać wolność, tego potrzebuję. Chciałam odejść nie raz z tego świata, szczególnie wtedy kiedy słyszałam coś nowego dotyczące JEGO. Nie chciałam wiedzieć co się u niego dzieje. Zyskał to czego nikt mu nie potrafił dać dzięki mnie. Sławę. Moja piosenka wzniosła go do gwiazd, posadziła obok największych sław. Może nie umiałam mu przebaczyć przez żal, a może zazdrość, która zżerała mnie od środka. Tak bardzo go nienawidziłam. Zostanie tak na zawsze.

Obudziłam się wcześnie. Od dzisiejszego dnia został dokładnie miesiąc do zakończenia roku szkolnego. Wyszłam powoli spod ciepłej kołdry. Założyłam na nogi ciepłe papcie i w szlafroku udałam się na śniadanie.
- Dzień dobry. – powiedziałam beznamiętnie siadając do stołu tuż naprzeciwko taty czytającego gazetę. Nagle dosiadła się do mnie mama i delikatnie uśmiechnęła patrząc w moją stronę. – Coś się stało ? – zapytałam wkładając do buzi łyżkę pełną mleka i czekoladowych płatków.
- Zastanawiam się dlaczego nigdy nam nie powiedziałaś, że piosenka, którą śpiewa Justin Bieber jest Twoja. – szepnęła prawie niedosłyszalnie, a ja wyplułam płatki powrotem do miski.
- Skąd wiesz ? – zapytałam zła, ale też zawstydzona.
- Pilnuje się swoich rzeczy. – odparła kładąc na stół mój mały zeszyt z piosenkami jakie do tej pory napisałam. Wśród nich, jako pierwsza była Wherever I go.
- Mamo. – powiedziałam błagalnie.
- Nie marnuje się tak wspaniałych piosenek, aby dać ją komuś innemu. – odezwała się zdenerwowana.
- Ja jej mu nie dałam. – szepnęłam grzebiąc łyżką w misce.
- Kochanie, tak mi przykro. – powiedziała mama tuląc mnie do siebie. Tata przyglądał się nam ze smutkiem w oczach. Pierwszy raz od dłuższego czasu poczułam, że mnie kochają, że pragną mojego szczęścia.
- Będzie dobrze. – odparł tata i przybliżył się do nas otulając ramieniem. Czułam się taka radosna, mogłam góry przenosić, bo teraz przez tą chwile mogliśmy być rodziną, prawdziwą.
- Zbieraj się. – rozkazała mama przerywając chwilę naszych czułości.
- Mam za chwilę szkołę. – pożaliłam się wstając od stołu.
- Zbieraj się. – powtórzyła a ja nie zamierzałam już dyskutować. Przeszłam do swojego pokoju próbując domyślić się co wymyśliła mama, jednak przestałam kiedy stanęłam przed szafą pełną ubrań. Wtedy pojawił się większy problem – co ubrać ? Wybrałam luźną, białą bluzkę do brzucha, a pod nią zieloną bokserkę, do tego białe, krótko spodenki, do których dołączyłam zielone trampki. Włosy związałam w jednego warkoczyka na bok. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia i zeszłam na dół gdzie stała już ubrana mama gadająca przez telefon.
- Tak, powinniśmy być za jakąś godzinkę. – potwierdzała przybycie. Byłam bardzo ciekawa gdzie mnie zabiera i przede wszystkim po co. Miałam tylko nadzieję, że nie wymyśliła nic głupiego i nie potrzebnego. Mama pociągnęła mnie do wyjścia po skończonej rozmowie i nakazała wsiadać do samochodu. Bałam się jej w tych chwilach. Była naprawdę zła, to dziwne, bo mnie chyba przeszło. Stało się. Nie cofnę czasu.
- Gdzie mnie wieziesz ? – zapytałam przy kolejnym zakrętem, którego nie znałam.
- Nie pozwolę, abyś straciła swoją szansę. – odpowiedziała zaciskając ręce na kierownicy. Żałowałam, że nie ma z nami taty. Uspokoił by ją właśnie w tym momencie, ona tego potrzebowała. Droga trwała tak długo jak mówiła to mama przez telefon. Już po godzinie byliśmy na miejscu, lecz nie znałam go. Weszliśmy do jakiegoś pomieszczenia i przeszliśmy przez długi korytarz wstępując do jednego z pokojów w tym budynku. Dopiero kiedy się rozejrzałam doszłam do wniosku, że to studio.
- Po co tu jesteśmy ? – zapytałam mamę po cichu. Jednak ona nie odpowiedziała tylko podeszła do czarnoskórego mężczyzny i przytuliła go.
- Witaj Tom. – powiedziała z uśmiechem na ustach. – To moja córka Bianka. – dodała po chwili wskazując na mnie.
- Czysta mama. – skomentował mój wygląd a po chwili się zaśmiał. – Tak właściwie zabierajmy się do pracy. – odparł klaskając w ręce.
- O co chodzi ? – zapytałam stając na środku pomieszczenia. Mężczyzna spojrzał na mnie zmieszany nagle się obracając, a potem na mamę.
- Nic jej nie powiedziałaś ? – odparł patrząc na mnie zdziwiony.
- Bianka. – zaczęła mama dotykając mojego ramienia. – Chcę Ci pomóc. To jest mój przyjaciel, który pomoże Ci nagrać swój pierwszy debiutancki singiel, a wiem, że masz ich pełno. Twoje marzenia nie legną w gruzach przez Justina. – powiedziała patrząc wprost w mojego oczy. Nie ucieszyłam się na wieść o śpiewaniu, ani przedstawianiu swoich piosenek. Odkryłam, że to potrafię przypadkowo, po kryjomu, tak miało zostać. Wolałam śpiewać dla siebie i zatrzymywać to. Po chwili zrozumiałam, że mama i Tom chcą mi dać szansę, tak jak wykorzystał ją Justin. Tylko, że ja zrobię to uczciwie. Pokiwałam twierdząco głową i podałam mężczyźnie mój mały zeszycik schowany w torebce. Przeczytał pierwszy tekst ze środka, był zachylony.
- To nic takiego. – oznajmiłam delikatnie się rumieniąc.
- Nie dość, że naprawdę o czymś to jeszcze zwięzłe i rytmiczne. Genialnie ! – powiedział radośnie i nakazał mi wejść do studia, abym zaśpiewała wymyśloną przez siebie melodię. Zrobiłam tak jak kazał. Weszłam do oddzielonego pomieszczenia stając przy dużym mikrofonie po środku.
- Teraz zaśpiewaj. – usłyszałam głos Tom’a. Nie wiedziałam jak się zabrać za słowa, od czego zacząć. Odkaszlnęłam parę razy, aż w końcu dałam radę.
- My heart is sinkin. As I’m liftin. Up above the clouds away from you. And I can’t believe I’m leaving. Oh I don’t kno-kno-know what I’m gonna do. – zaśpiewałam kawałek coraz bardziej się rumieniąc.
- To będzie hit lata ! - krzyknął czarnoskóry klaskając. Widziałam jak mama uśmiecha się i czułam, że tym razem jest ze mnie naprawdę dumna. Dziękuję mamo - pomyślałam patrząc na nią i uśmiechnęłam się. Wróciłam do pomieszczenia gdzie stała dwójka dorosłych wpadając w środek ich rozmowy.
- Musimy nagrać najpierw melodię, po kolei, najpierw gitara, organy, perkusja. - mówił Tom wyliczając na palcach każdy instrument.
- Czas nie gra roli. - odparła mama.
- A pieniądze ? - zapytał mężczyzna podchwytliwie. Moja rodzicielka chwilę się wahała, ale po chwili odpowiedziała:
- One też nie.
- Więc wszystko mamy ustalone. Widzimy się za dwa tygodnie i próbujemy nagrać Twój głos mała, ok ? - zwrócił się do mnie z uśmiechem.
- Dobrze. - odpowiedziałam a Tom wystawił swoją dłoń, abym przybiła mu piątkę. Z uśmiechem opuściłam studio, a potem cały budynek wsiadając do auta razem z mamą.
- Skąd go znasz ? - zapytałam kiedy odpalała silnik auta.
- Chodziliśmy kiedyś razem do szkoły. - odpowiedziała dumna.
- Dziękuję, że tak bardzo mi pomagasz. - szepnęłam przybliżając się do mamy. Po raz kolejny dzisiaj przytuliła mnie z troską, czułam jej wsparcie na sobie, jej miłość, chciałam, żeby było tak zawsze.

* * *


Dodałam drugi rozdział dzisiaj, który naprawdę mi się podoba, a Wam. Ten rozdział jest wynagrodzeniem za tamten, który mi się nie udał rano :)

Myślicie, że to naprawdę koniec Jeleny ?:(
Tagi: opowiadanie4
20.05.2012 o godz. 18:58
- Justin, przesadzasz. - usłyszałam opanowany głos Seleny dochodzący z szatni. W ostatnich dniach przebywanie w jej towarzystwie przychodziło mi coraz ciężej, zupełnie tak samo było z Justinem. Teraz obydwoje mnie irytowali a brunet nie pobudzał mojego zachwytu. Oparłam palce o zimną ścianę od szatni i wsłuchiwałam się w słowa Justina i Seleny.
- Każdy patrzy na Ciebie jakby chciał Cię przelecieć. - pożalił się chłopak zdenerwowanym tonem.
- Musisz opanować swoją zazdrość. - stwierdziła ciemnowłosa. Każdy wiedział, że o Selenie marzy cała płeć męska naszej szkoły, bez jakichkolwiek wyjątków. Można jej było wiele zazdrościć - urody, ubrań, kasy, popularności - ale najbardziej Justina. Rozumiałam złość bruneta. Jego dziewczynie chyba pasowało adorowanie jej przez 500 chłopaków dziennie, a on tylko cierpiał. Teraz zrobiło mi się smutno z tego powodu.
- Czy Ty nie widzisz co się dzieje ?! - zapytał brunet trzaskając ręką o jedną z metalowych szafek. - Nie było mnie jeden dzień, a co drugi próbował to wykorzystać. - dodał z pogardą dla nich. Współczułam mu w tych chwilach. Niepotrzebnie cierpiał. Szybko się otrząsnęłam i z obojętnością posłuchałam ostatnich zdań - Jakbyś się Ty czuła patrząc na takie zachowanie wszystkich dziewczyn w naszej szkole, w stosunku do mnie ? - odparł Justin wyczekując odpowiedzi ciemnowłosej, ale ona nie nadeszła. Zrezygnowałam z dalszego podsłuchiwania ich i odeszłam.
- So I’m moving on. Letting go - podśpiewywałam sobie przechodząc obok różnych sal lekcyjnych, jednak moja była na samym końcu.
- Bianka, zaczekaj ! - krzyknął za mną znajomy głos. Zacisnęłam powieki i zagryzłam wargę modląc się, aby pomylił imiona, lub osoby, ale to było niemożliwe. Odwróciłam się na pięcie, brunet stał niedaleko mnie i wciąż się zbliżał.
- Nie mieliśmy okazji, żeby porozmawiać od Twojego przyjazdu. - wyznał unosząc ręce do góry, a następnie skrzyżował je na klatce piersiowej. Zastanawiałam się czemu nagle chciał ze mną gadać.
- Śpieszę się na lekcje. - odparłam patrząc na niebieski zegarek spoczywający na moim prawym nadgarstku. Do rozpoczęcia zajęcia sztuki pozostało dziesięć minut. Popatrzyłam błagalnie na chłopaka czekając na jego słowa.
- Więc może po lekcjach ? - zapytał z nadzieją w głosie. Na mojej twarzy pojawił się grymas, a w głowie tysiące pytań. Wszystko by było dobrze, gdyby zapytał o to jakiś tydzień temu. Wtedy miałam ochotę na spotkania, a teraz mniej.
- Dobrze. - odparłam zrezygnowanym tonem. Brunet delikatnie się uśmiechnął i zapytał :
- To o trzeciej przy bramie ? Pokiwałam twierdząco głową i ruszyłam w kierunku mojej sali lekcyjnej mimowolnie co chwilę oglądając się w kierunku chłopaka, który już dawno zniknął za zakrętem korytarza.
Weszłam do klasy jako ostatnia i zajęłam drugą ławkę po samym środku wyciągając zeszyt. Pierwszy raz miałam zajęcia ze sztuki, na które zapisałam się niedawno, więc nie wiedziałam co tutaj się robi. Miałam do wyboru siatkówkę, ale wolałam nie ryzykować swojego życia, gdyż byłam cienka z tego sportu.
Pozostałe lekcje jakoś minęły i skończyły się o wiele wcześniej niż przypuszczałam. Byłam wolna już trzydzieści minut przed umówionym spotkaniem z Justinem. Nie wiedziałam co robić, więc na korytarzu zaczepiłam jednego z kolegów bruneta i zapytałam :
- Wiesz może gdzie jest Justin ?
- Tak, mamy teraz trening. - odparł z uśmiechem i pobiegł w kierunku sali gimnastycznej. Zrobiłam to samo tylko o wiele wolniej. Już od samego wejścia było słychać krzyki chłopaków - przyjmij, podaj, kozłuj ! Nie wiedziałam, że Justin grał w coś. Weszłam zaciekawiona na wielką salę, w której ostatnio był pamiętny, felerny bal. Próbowałam o tym nie myśleć. Spojrzałam na boisko. Była tam cała drużyna koszykówki jaką zobaczyłam na wcześniejszych zdjęciach w gablotkach z tą różnicą, że teraz był tam Justin. Usiadłam na trybunach nie za daleko tak, abym wszystko widziała najlepiej. Przyglądałam się tylko i wyłącznie Justinowi, który genialnie przyjmował piłki i trafiał do kosza z coraz większych odległości.
- Dobra chłopaki, na dzisiaj koniec ! - krzyknął kiedy dobili do remisu pomiędzy sobą. Wszyscy zaczęli odchodzić w kierunku szatni, razem z nimi brunet. Zeszłam z trybun i spojrzałam na boisko. Nie wiedziałam nigdy nikogo kto grałby z takim zaangażowaniem, wkładał w grę tyle serca.
- Hej, co Ty tu robisz ? - zapytał brunet zbliżając się do mnie z mokrymi włosami. Uśmiechnęłam się delikatnie widząc jego czerwone policzki i słysząc głośne sapanie.
- Dobrze grasz. - przyznałam.
- Jest w końcu kapitanem ! - krzyknął jakiś wysoki chłopak wychodzący z sali.
- Poważnie ? - odparłam w kierunku Justina z nie dowierzaniem.
- To nic takiego. - odpowiedział zawstydzony i pchnął mnie delikatnie w kierunku wyjścia. Na zewnątrz wiał dość silny wiatr, szybko przebiegliśmy do samochodu Justina i odjechaliśmy.
- Wiesz, to miejsce, w które chciałem z Tobą iść jest na powietrzu, a nie chciałbym, żebyś była chora, więc chyba musimy iść do kawiarni. - oznajmił chłopak.
- Nie, zapraszam Cię do mnie. - powiedziałam z przekonaniem i entuzjazmem a już po chwili skarciłam się za te słowa. Co ja narobiłam. Już po chwili Justin parkował przed moim domem i wchodziliśmy do środka.
- Mamo, jestem. - krzyknęłam, ale nikogo nie było w domu. Rozebraliśmy się z bluz i zaprowadziłam mojego gościa na górę. Patrzył z zachwytem na każde miejsce w moim pokoju i oglądał z ciekawością.
- Piszesz piosenki ? - zapytał chwytając w ręce zeszyt, w którym zaczęłam pisać inne teksty, a także dokończyłam piosenkę z balu.
- Taaa. - odparłam niepewnie patrząc na chłopaka jak przewija karki.
- Zaśpiewasz ? - zaproponował z uśmiechem.
- Raczej nie. - odpowiedziałam wstydząc się.
- Kawałek ? - prosił.
- Here we are now. Everything is about to change. We face tomorrow as we say goodbye to yesterday. A chapter ending but the stories only just begun. A page is turning for everyone. - zaśpiewałam i zarumieniłam się. Justin stał w osłumieniu. - Pójdę po coś do picia. - odparłam i wyszłam na chwilę z pokoju.

(tydzień później)


- Mamo, mówię Ci, że Justin jest tylko przyjacielem. - powtarzałam po raz kolejny jadąc z mamą autem.
- Przecież nic nie mówię, zaprosiłaś go do domu i tyle. - zaśmiała się moja rodzicielka i skręciła w jedną z ulic Paryża.
- Jasne. - mruknęłam pod nosem i zanurzyłam w fotelu.
- A teraz nowo odkryty talent w swojej własnej piosence. - usłyszałam w radiu, a po chwili pierwsze nuty :

So I’m moving on
Letting go
Holding on to tomorrow
I’ve always got the memories while I’m finding out who I’m gonna be
We might be apart but I hope you always know
You’ll be with me wherever I go
Wherever I go


- O matko ! - krzyknęłam na cały głos słysząc głos Justina w mojej własnej kompozycji. Nie mogłam uwierzyć, że mnie wykorzystał, że to wszystko uknuł. Oszukał mnie. Wybrałam szybko numer tego kłamcy.
- Jak mogłeś ! - krzyknęłam kiedy odebrał. - Jesteś największym oszustem na całym świecie. Nienawidzę Cię ! - dodałam zanosząc się płaczem.

* * *


SPIEPRZYŁAM ROZDZIAŁ. DZIĘKUJĘ ......
Tagi: opowiadanie4
20.05.2012 o godz. 12:04


Jako pierwsza z naszej trójki weszłam na zatłoczoną już salę, na której od dawna radosne pary wirowały po parkiecie. Rozejrzałam się dookoła, nie znałam nikogo, więc powędrowałam w kierunku wolnego miejsca. Sala gimnastyczna zamieniła się w prawdziwy, młodzieżowy klub z porządnym nagłośnieniem i oświetleniem. Zamiast białych ścian widziałam ciemne prześcieradła, które nadały tajemniczość całej imprezie. Chwiejnym krokiem doszłam do wolnego miejsca pod ścianą i usiadłam na wygodnym krześle obitym czerwonym materiałem. Kolorowe światła raz po raz wędrowały po moim ciele, a muzyka wywoływała drgawki. Koło mnie przechodziło setki ludzi, jednak nigdzie nie widziałam Seleny i Justina. Może to i lepiej. Rozłożyłam się na krześle i wyciągnęłam nogi przed siebie czując, że właśnie tak spędzę dzisiejszy wieczór, ale plan pokrzyżował mi chłopak o czarnych włosach i szarym garniturze.
- Mogę ? – zapytał wyciągając dłoń w moim kierunku, a w jego oczach pojawił się tajemniczy błysk. Uśmiechnęłam się delikatnie i nie odrywając wzroku od niebieskich tęczówek chłopaka przeszliśmy na parkiet. W moich uszach zaczęła brzmieć piękna melodia. Rozgrzewała moje ciało, przez które przechodził przyjemny dreszcz podniecenia. Mój partner naprawdę potrafił rozbudzić zmysły kobiece swoimi ruchami i choreografię wymyśloną sekundę wcześniej.
- Jak się nazywasz ? – zapytałam kiedy przycisnął nasze ciała do siebie patrząc w moje oczy. Napawał się moją obecnością jak nikt inny, nigdy. Czułam to.
- Czy to ważne ? – zapytał unosząc kąciki ust w cwaniackim uśmiechu. – Ważne, że ten wieczór będzie dla nas niezapomniany. – szepnął do mojego ucha a następnie obrócił mnie w rytmie muzyki. Nie naciskałam, nie było mi to potrzebne. Cieszyłam się, że zjawił się ktoś, kto pokaże mi przez kilka godzin lepsze życie i pozwoli zapomnieć o zmartwieniach oraz szarej rzeczywistości, która otaczała mnie od niedawna. Oddałam się cała muzyce. Chciałam jak najlepiej wykorzystać pozostałe godziny balu, bawić się jak nigdy, nie myśląc o innych, tylko o sobie – być egoistką przez te parę świetnych godzin. Czułam jak chłopak kładzie rękę na moim biodrze i powoli zwalnia taniec razem z muzyką. Był tak perfekcyjny i idealny w ruchach, że zamykałam oczy. Jego niebieskie tęczówki były utkwione we mnie, a moje w nim choć wzbudzał we mnie jedynie przyjemne dreszcze przez taniec i szczerze powiedziawszy chciałam, żeby trwał on zawsze, muzyka się nie skończyła, kroków nie zabrakło, aby czas nie uciekał. Ostatni raz tajemniczy chłopak wprowadził w ruch moje ciało, a ja okręcałam się dookoła własnej osi nie myśląc o czym, że piosenka powoli dobiega końca. Chwile trwały przeradzając się w moją, własną, jedyną wieczność, ale nie jej pragnęłam, nie z nim. Mimo takich myśli nie posmutniałam i nadal bawiłam się doskonale z niebieskookim. Porwał mój świat na jeden utwór, tylko jeden. Piosenka powoli znikała z tła a między nami zniknęła namiętność przed sekundy. Chłopak delikatnie się uśmiechnął, podziękował za taniec i zniknął. Zostałam sama na parkiecie pośród par. Oglądnęłam się dookoła obejmując ramiona. Uśmiech zszedł z mojej twarzy i poczułam chłód na nagich łopatkach. Odgarnęłam włosy z czoła w tej samej chwili zauważając Selenę tańczącą z Justinem. Kołysali się lekko w dwie strony do wolnej piosenki, wpatrzeni w swoje oczy, uśmiechnięci, młodzi, zakochani. Bolało. Justin powoli zbliżył się do twarzy dziewczyny i ucałował jej różowe wargi przedłużając pocałunek. Przełknęłam dość głośno ślinę i spuściłam wzrok z pary. Jednak zaraz znów powróciłam do obserwowania nich, choć serce krzyczało, że już więcej nie wytrzyma. Wystawiłam je na próbę. Chciało uciec z klatki piersiowej, doznać spokoju, ale nie potrafiłam. Wiedziałam, że ich szczęście mnie zabija. Nieważne jakbym to oddalała do siebie. Będzie mnie ścigać. Poczułam jak po moim ciepłym policzku spłynęła zimna łza, która zabłyszczała pod wpływem kolorowego światła. Przetarłam ją delikatnie i spojrzałam na mój mokry palec. Łza, która się na nim rozlała byłam objawem mojej słabości do Justina, mojego poddania się mu, mojej klęski. Ostatni raz spojrzałam na szczęśliwą parę czują jak rozsypuję się na kawałki. Byłam przekonana, że nie jestem w stanie żyć.
Czym prędzej wyszłam z sali trzymając w ręce kopertówkę. Znalazłam się przed salą, ale żadne dźwięki do mnie nie dochodziły. Słyszałam tylko szybkie i zdenerwowane bicie mojego serca oraz ciężki oddech. Co chwilę przymrużałam oczy dzięki czemu coraz bardziej opadałam z sił, a łzy wypływały z moich oczu wodospadem. Byłam słaba, zbyt słaba.
Na dworze było wystarczająco ciemno i zimno, abym odnalazła swoje miejsce. Moja głowa była przesiąknięta Justinem. Nie ważne jak bardzo bym tego nie chciała. Stał się dla mnie takim człowiekiem, którego opisują we wszystkich książkach - był mi pisany, chciałam, żeby pomógł mi stać się lepszą, ale on już komuś pomagał i szło mu to genialnie. Selena nie było ani wyniosła, ani wredna pomimo tego, że cała szkoła za nią szalała, była sobą. Po prostu. Nagle w mojej głowie pojawiły się słowa. Zaczęłam je analizować. W końcu dołożyłam do nich wymyśloną muzykę i cicho zaśpiewałam :

Here we are now
Everything is about to change
We face tomorrow as we say goodbye to yesterday
A chapter ending but the stories only just begun
A page is turning for everyone


Tekst wprowadzał mnie w stan błogości. Był zupełnie o mnie. Chcę, ale nie mogę zapobiec temu, kocham sposób w jaki to czuję - wszystko było prawdą. Kochałam czuć moją miłość do Justina i nie potrafiłam tego zatrzymać. Mówię sobie, że zatrzymam codzienność, wiem że nie zrobię tego - nie mogłam odebrać innym radości życia, bo mnie ona nie sprzyja. Smutnym i powolnym korkiem doszłam do domu ocierając mokrą twarz. Przed wejściem na ogródek poprawiłam sukienkę i przybrałam obojętny wyraz twarzy. Otworzyłam drzwi od domu i wślizgnęłam się przez nie po cichu. Nie zdejmując butów weszłam do góry i rozłożyłam się na łóżku zapisując słowa, które wymyśliłam.

So I’m moving on
Letting go
Holding on to tomorrow
I’ve always got the memories while I’m finding out who I’m gonna be
We might be apart but I hope you always know
You’ll be with me wherever I go
Wherever I go


Nawet nie wiedziałam jak napisałam dalszą część, ale udało mi się. Napisałam coś o swoich uczuciach czując, że jest to prawdą. Ułożyłam głowę na kartce papieru i zamknęłam oczy. Ja naprawdę nie miałam siły do życia wiedząc, że nie znajdę nikogo innego jak on, bo wiedziałam to. Ostatni raz prześpiewałam słowa, które napisałam na kartce i zasnęłam.

* * *


Napisałam rozdział.
Początek ujdzie, ale dalej ? Ja pierdole.
Dziękuję za 20 komentarze w dzień <33
Tagi: opowiadanie4
16.05.2012 o godz. 15:27
Coś o Directioner - przeczytaj - to dotyczny też nas wszystkich !


Polska #Directioner, Natalia Leszno, 14 latka z Krakowa wczoraj popełniła samobójstwo, bo wyśmiewali się z niej, że słucha kogoś takiego jak One Direction, nie wytrzymała [*]
Co myślicie o ludziach, którzy nie pojmują słowa tolerancja, nie tylko dla koloru skóry i narodowości ? Bo ja się po prostu brzydzę. Mam nadzieję, że Ci ludzie nie będą już mieli spokoju psychicznego i może kiedyś zrozumieją swój błąd, szkoda, że po fakcie i takiej tragedii.




Czułam zmianę. Byłam silniejsza od tygodnia, zdążyłam się pogodzić z faktami i rzeczywistością jaka mnie otoczyła. Byli w sobie zakochani, szczęśliwi, a ja nie mogłam tego zniszczyć, miałam zbyt wiele do stracenia. Bałam się. Choć moje serce waliło jak oszalałe widząc go to powoli przyzwyczajałam się do wszystkiego, akceptowałam, zrozumiałam, że nie był, nie jest i nie będzie mój. Jest jej i tylko jej.
Najgorzej było w momentach kiedy tak bardzo chciałam do niego podejść, przytulić i poczuć jego ciepło, które biło od niego. Marzenia. Nie mogłam. Udawałam zakochaną w szkole, pochłoniętą nauką dziewczynę. Uśmiechałam się na każdym kroku, dopiero kiedy wracałam do domu stawałam się prawdziwą sobą.
Przemierzałam tą samą trasę od tygodnia z słuchawkami w uszach i odprężającą muzyką. Starałam myśleć o wszystkim, byle nie o bólu w sercu jaki powstawał kiedy ich widziałam. Weszłam do szkoły przez duże drzwi i znalazłam się na zatłoczonym korytarzu. Podeszłam do swojej szafki i wyciągnęłam z niej książki na nadchodzącą lekcję.
- Jutro w naszej szkole jest bal ! – pisnęła Selena zamykając mi szafkę przed oczami. Przestraszyłam się odskakując na bok. – Przepraszam. – wyszeptała widząc jak łapie się za serce. – Nie chciałam Cię przestraszyć. – wyjaśniła podając mi książki, które wypadły z moich rąk.
- Nic się nie stało. – odparłam odbierając od niej zeszyty. – Co tak właściwie mówiłaś ? – zapytałam.
- Że jutro jest bal. – powtórzyła z uśmiechem na twarzy, za to na moją wtargnął grymas niezadowolenia. Przymrużyłam oczy i spojrzałam na nią zagryzając wargę ze zdenerwowania.
- To nie dla mnie. – odparłam.
-Proszę Cię. Jasne, że dla Ciebie. – zaśmiała się i machnęła ręką. Nerwowo się uśmiechnęłam i spojrzałam na duży zegar wiszący na kremowej ścianie. Lekcje zaczynały się za pięć minut.
- Pogadamy o tym później, dobrze ? – zapytałam kończąc temat. Cicho przytaknęła i weszła do jednej z klas. Odsapnęłam z ulgą kiedy zniknęła. Poprawiłam torbę na ramieniu głęboko oddychając i sama podążyłam po schodach na wyższe piętro szkoły wchodząc do klasy numer 85. Zostawiłam za drzwiami zły nastrój i usiadłam w wolnej ławce.
Język francuski był dla mnie chyba najprzyjemniejszym przedmiotem od kilku dni, nie sprawiał mi żadnych trudności, zawsze byłam przygotowana. Uśmiechałam się do przemiłej nauczycielki, która była piękną blondynką. Jej oczy budziły u mnie zazdrość, gdyż łączyły w sobie dwa kolory – niebieskie i zielone. Nigdy nie wiedziałam niczego podobnego i to było fascynujące. Podparłam brodę na ręce i wsłuchiwałam się w głos nauczycielki chodzącej po klasie a przy tym tłumaczącą temat. Drugą ręką notowałam wszystko co było dla mnie ważne.
Nadszedł koniec lekcji francuskiego i opuściłam klasę. Korytarz, na którym spotkałam rano Selenę ominęłam długim łukiem i znalazłam się w następnej klasie, w której miałam mieć chemię. Usiadłam w pierwszej ławce, aby uważać na lekcji i otworzyłam podręcznik do przedmiotu. Zaczęłam analizować ostatni temat i przypominać sobie wzory. W końcu do klasy wszedł jeden ze starszych nauczycieli i usiadłam za biurkiem nakazując wyjąć zadania domowe.
Przez wszystkie następne lekcje dręczy mnie myśli na temat balu. Wiedziałam, że Selena mi nie odpuści, ale nie miałam na niego ochoty – ładne sukienki, chłopacy, całujące się pary, przytulaniec. To nie należało do mojego świata, nie miałam kogoś z kim i dla kogo miałabym to robić. Westchnęłam cicho i wyszłam przed szkołę z racji skończonych lekcji. Zeszłam po schodach i dopiero wtedy zauważyłam Selenę siedzącą na nich.
- Miałyśmy porozmawiać później. – zauważyła z uśmiechem i po chwili znalazła się obok mnie.
- Nie mam ochoty na żaden bal, musze nadrobić semestr. – odparłam stając na szarym chodniku.
- Daj spokój Bianka, nasza pierwsza, wspólna zabawa od pięciu lat, zrezygnujesz z niej dla nauki ? – zapytała patrząc na mnie z nie do wierzeniem. Chciałam odpowiedzieć tak, pewnie, że zrezygnuję, ale nie byłoby to fair a w dodatku niegrzeczne. Wzięłam głęboki wdech i rozglądnęłam się dookoła wypuszczając tlen z płuc. Na terenie szkoły nie było już żywej duszy, tylko my. – Wystarczy się zgodzić. – dodała błagalnie łapiąc moje dłonie w swoje.
- No dobrze ! – westchnęłam dla świętego spokoju.
- Będzie super, zobaczysz ! – krzyknęła radośnie podskakując.
- Wiem, wiem. – szepnęłam niepewna i delikatnie się uśmiechnęłam lądując w ramionach przyjaciółki, która następnie uparła się, aby mnie odprowadzić.
- Może pojedziemy razem na zakupy ? – zapytała prowadząc zielony rower w stylu retro.
- Jestem pewna, że mam sukienkę, która będzie pasować na jutrzejszy bal. – skłamałam.
- Jak uważasz. Byle krótką. – odpowiedziała kiedy stanęliśmy pod moim domem.
- Do jutra. – powiedziałam chwytając za płotek od ogrodzenia.
- Pa. Przyjedziemy po Ciebie.– odparła i odjechała.
Chwilę stałam przed domem i patrzyłam w znikającą sylwetkę Seleny, a w uszach odbijało mi się echo jej głosu – przyjedziemy. Przecież mogłam przewidzieć, że nie pójdzie sama na dal kiedy ma koło siebie tak wspaniałego chłopaka, ale byłam z siebie dumna, że nie myślałam o nim, nie mogłam tak robić.
Zmierzyłam w kierunku drzwi od domu i delikatnie chwyciłam za klamkę, a one się uchyliły. Rodzice byli w domu. Weszłam do środka i ściągnęłam buty pozostawiając je na wycieraczce. W białych skarpetkach przeszłam do kuchni rzucając plecak na kanapę w salonie.
- Cześć mamo. – odparłam widząc kobietę przy kuchence.
- Hej. – odpowiedziała pilnując mięsa, aby się nie spaliło. Wzięłam z kuchni jabłko i powędrowałam biegiem do siebie. Stanęłam przed wielką szafą i otworzyłam je przeglądając ubrania na wieszakach. Nie mogłam znaleźć czegoś co mogłabym jutro założyć, ale uratowała mnie ostatnia sukienka jaką znalazłam w swojej garderobie - delikatny kolor, wycięcie z tyłu. Podobała mi się i szczerze nie mogłam sobie przypomnieć skąd ją mam. Odłożyłam ją na widoczne miejsce a sama wróciłam na dół po torbę, aby odrobić lekcje.

Cały następny dzień chodziłam zdenerwowana, kiedy nadszedł czas, aby zacząć się szykować byłam w rozsypce. Nie rozumiałam jak mogłam zgodzić się na bal, na którym będę siedzieć zupełnie sama pośród nieznajomych ludzi. Kilka minut przeznaczyłam na rozmowę z Mary, która umiała mi pomóc jak nikt inny po prostu postawiła na nogi.
- Dasz radę. - zapewniała. - Leć się szykuj. - nakazała uśmiechając się do kamery. - Zadzwoń jak będziesz miała czas. - dodała przesyłając mi parę całusów. Uśmiechnęłam się i zakończyłam rozmowę wchodząc do swojej łazienki. Naga weszłam pod prysznic i umyłam całe ciało. Wychodząc z kabiny obwinęłam się ręcznikiem i zaczęłam suszyć włosy, które następnie nawinęłam na lokówkę. W ręczniku udałam się do pokoju po sukienkę i założyłam ją. Moje brązowe włosy opadły na delikatny materiał i zasłoniły wycięcie na plecach co wcale mi nie przeszkadzało. Dziwnie się czułam stojąc przed lustrem w sukience, ale uśmiechnęłam się do swojego odbicia i zasiadłam przed nim na krześle wyjmując ze szafki kosmetyki. Zaczęłam od pudru, cienia do powiek, korektora a następnie wiele razy przejechałam pod rzęsach tuszem naklejając na nie sztuczne, aby je pogrubić. Ostatnim punktem jaki chciałam spełnić to mała warstwa szminki na ustach. W końcu byłam gotowa, gdy dochodziła godzina balu. Czułam się naprawdę piękną dziewczyną, choć nieszczęśliwą.
Zeszłam na dół, było tam bardzo cicho, bo rodzice znów gdzieś pojechali zostawiając mnie, a dzięki temu obyło się bez zdjęć. Trzymając czarną kopertówkę stanęłam przed lustrem na holu i przeglądnęłam się ostatni raz obracając dookoła swojej osi. Pogładziłam sukienkę i w tym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam je i ujrzałam Selenę z podpiętymi wysoko włosami i delikatnej, błękitnej sukience.
- Wyglądasz cudownie. - powiedziała na powitanie z uśmiechem.
- Ty też. - podzieliłam zdanie czarnowłosej. Odsapnęłam z ulgą i postanowiłam po prostu miło spędzić wieczór tak jak nakazała Mary, chciałam się tego trzymać.
Wyszłam z domu zamykając go i ujrzałam srebrnego Ronger rover'a. Selena uśmiechnęłam się widząc moją minę i pociągnęła w jego stronę. Otworzyła tylnie drzwi i wpuściła mnie do środka. Usiadłam na skórzanym fotelu wsłuchując się w piosenkę Lady Gagi, która akurat przepełniała wnętrze samochodu. Justin kierował. Widziałam tylko jego uniesione do góry włosy z nad fotela i czułam jak perfekcyjnie prowadzi. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech, aby uspokoić się, ale to nie pomogło. Poczułam jego perfumy, zarumieniłam się, ale opanowałam po chwili.
Samochód stanął przed salą gimnastyczną szkoły. Razem z Seleną wysiadłam pierwsza i oglądnęłam się dookoła poprawiając sukienkę. Ze wszystkich stron nadchodziły pary lub grypki przyjaciół w garniturach lub sukienkach. Nagle obok mojej przyjaciółki pojawił się Justin ubrany w czarny, połyskujący garnitur. Przez chwilę przestałam oddychać patrząc na niego i trwało to dosyć długo, aż w końcu zaczęłam się dusić.
- Wszystko w porządku ? - zapytała zmartwiona Selena.
- Tak. - skłamałam. Czułam, że nie przeżyję dzisiejszego wieczoru, ale chciałam być silna i stawić czoła swoim słabościom, czyli Justnowi.


* * *


Cześć kochani, jest rozdział, musiałam go urwać, bo nie chciałam, żeby wszystko wydarzyło się w jednym rozdziale ;)
Chyba wróciłam, na stałe, dam radę. Muszę.
Dziękuję za 24 komentarze, moje najlepsze ♥
Jak się podoba rozdział szczerze dziewczyny, szczerze proszę ;)
Tagi: opowiadanie4
15.05.2012 o godz. 16:16

[*]

Coś o Directioner - przeczytaj - to dotyczny też nas wszystkich !


Polska #Directioner, Natalia Leszno, 14 latka z Krakowa wczoraj popełniła samobójstwo, bo wyśmiewali się z niej, że słucha kogoś takiego jak One Direction, nie wytrzymała [*]
Co myślicie o ludziach, którzy nie pojmują słowa tolerancja, nie tylko dla koloru skóry i narodowości ? Bo ja się po prostu brzydzę. Mam nadzieję, że Ci ludzie nie będą już mieli spokoju psychicznego i może kiedyś zrozumieją swój błąd, szkoda, że po fakcie i takiej tragedii.


Tagi: *__*
14.05.2012 o godz. 14:54
Ostatni raz przeczesałam swoje brązowe włosy, które bezwładnie opadły na ramiona i uśmiechnęłam się blado do swojego odbicia w dużym lustrze. Przede mną wyzwanie - przeżycie pierwszego dnia w starej szkole. Miałam nadzieję, że nic mnie nie będzie kojarzył, ale przecież mogli mnie pamiętać. Cichutko westchnęłam poprawiając luźną koszulę w kratkę i założyłam zielony plecak na ramiona. Wyszłam z domu w białych trampkach i zamknęłam za sobą drzwi, ponieważ rodzice wyjechali z domu. Może nawet lepiej, że nie musiałam udawać przed nimi. Przeszłam przez krótką furtkę i pieszo doszłam do marmurowego budynku oglądając się dookoła po drodze, aby zapamiętać ją.
Byłam prawie pewna, że wszyscy badawczo mi się przyglądają. Wyprostowałam się i delikatnie wypięłam pierś próbując pokazać wszystkim, że jestem twarda swoim zachowaniem. Jednak nie udało mi się, już po paru krokach zrezygnowałam z grania niezależnej i odważnej. Nie pamiętałam absolutnie żadnego miejsca stąd, więc przystanęłam przy jednej nauczycielce i zapytałam :
- Przepraszam, gdzie jest sekretariat ?
- Właśnie go minęłaś słonko. - odpowiedziała z uśmiechem i wskazała na drewniane drzwi. Odwzajemniłam uśmiech pomimo tego, że nie spodziewałam się tego, że będę taką ciapą. Przeszłam kawałek w tył i weszłam do zatłoczonego pomieszczenia. Przepchałam się przez kilku dorosłych popijających kawę i doszłam do biurka, przy którym siedziała kobieta o brązowych włosach spiętych w koka.
- Bianka Mavel. - odezwałam się do kobiety. Podniosła na mnie wzrok i delikatnie uśmiechnęła.
- Czekałam na Ciebie. - odpowiedziała i podała mi mały stosik papierów.
- Co to ? - zapytałam patrząc na kartki.
- Powinnaś to przeczytać. - objaśniła podkreślając najważniejsze punkty. - A tu jest Twój plan. - powiedziała kładąc małą kartkę na stosie większych.
- Cóź, dziękuję. - odparłam i wyszłam z pomieszczenia trzymając w rękach z dwieście przepisów szkolnych i nie tylko. Byłam zadowolona, moja pierwsza rozmowa po francusku nie wypadła najgorzej choć słyszałam u siebie ten brytyjski akcent, które nie zamierzałam się pozbywać, podobał mi się, a także przypominał o tym co było i będzie dla mnie ważne.
Znalazłam się na tym samym korytarzu, ale tym razem przepełnionym uczniami. Przystanęłam przy ścianie i włożyłam papiery do środka plecaka. Przeczytałam później - pomyślałam zakładając torbę na jedno ramię. Obejrzałam się dookoła, a potem spojrzałam na swój plan lekcji. Dopiero za dwadzieścia minut rozpoczynała się moja pierwsza lekcja - historia z panią Molière. Rozglądnęłam się po korytarzu chowając małą kartkę do kieszeni obcisłych, czarnych spodni. Postanowiłam rozejrzeć się po szkole. Przeszłam kawałek zwracając uwagę na każdy urywek. Korytarze były koloru lekko zielonego, wyglądały wręcz jak świeżo malowane. Duże okna zajmowały większość ścian w jednej z części korytarza, ale gdy przeszłam dalej przeżyłam wstrząs. Zamiast okien, zielonych ścian i jasności było tam zupełnie inaczej. Duże gabloty umieszczone na pomarańczowych ścianach z nagrodami dla uczniów, szkoły, a nad nimi małe żarówki oświetlające wszystko. Przechodziłam po kolei czytając wszystko. Moja szkoła miała wiele zasług, a także wysoki poziom co poznałam po najlepszych uczniach. W końcu podeszłam do gablotki poświęconej największym talentom szkoły. Było tam wiele nagród, ale najwięcej z nich należało do nazwiska Bieber, którego za nic nie mogłam sobie przypomnieć, jednak wszystko co on nim przeczytałam wzbudziło we mnie szacunek.
- Ta gablotka nie jest najciekawsza. – odezwał się głęboki, męski, ale cwaniacki głos zza mnie. Przestraszona obróciłam się na pięcie, aby spojrzeć na mojego rozmówce. Stał po drugiej stronie, jego brązowe włosy oświetlały małe żarówki z nad gabloty o akcjach charytatywnych szkoły. Powoli wyłonił się z cienia i stanął naprzeciwko mnie. Jego czekoladowe oczy połyskiwały w lekkim świetle, a ja przeżyłam małe deja vu sprzed pięciu lat. Patrzył na mnie z zaciekawieniem, czekając na moje słowa, ale ja za bardzo byłam oszołomiona jego urodą i urokiem jakim na mnie rzucił w paru słowach. Stałam w olbrzymim szoku i próbowałam przypasować te oczy do jakiejś osoby, którą znałam, a wiedziałam, że taka jest, jednak nie mogłam się połapać. Zdawał mi się taki cudowny, nie tylko wygląd, ale to co okazywał na zewnątrz. W końcu wiedziałam. Justin Bieber – niegrzeczny trzynastolatek z tej szkoły. Parę razy z nim rozmawiałam zanim wyjechałam do Paryża. Od pierwszej klasy wzdychałam do jego oczu, a teraz nagle nie mogłam ich rozpoznać. To było śmieszne. Jednak byłam wtedy dzieckiem.
- Justin, znów próbujesz oczarować nowe ? – usłyszałam kolejny nieznany mi głos, a za chwilę z drugiego końca korytarzu zaczęła iść do nas czarnowłosa dziewczyna z uśmiechem od ucha do ucha. Podeszła do nas i zawiesiła chłopakowi od tyłu ręce na ramiona. Mogłam ujrzeć jej całą twarz, znów pomyślałam, że znam ją, ale moja pamięć po prostu zawodziła.
- Boże. – zaniemówiła dziewczyna patrząc na mnie. – Bianka ?! – zapytała zdziwiona pochodząc bliżej. – Bianka Mavel ! – powtórzyła. – Jestem Selena. – wyjaśniła czarnowłosa, a moje oczy rozszerzyły się. Ta sama dziewczyna sprzed pięciu lat. Wyładniała, dorosła do życia, zdolna do niego i miała jego. Szybko otrząsnęłam się z myśli o Justinie i uśmiechnęłam do Seleny lądując w jej ciepłych ramionach.
- Minęło trochę czasu. – przyznałam odpychając lekko dziewczynę. Poprawiłam delikatnie plecak i spojrzałam na przyglądające się nam Justina, oddalił się kawałek, aby mieć lepszy widok na sytuację.
Nawet nie pomyślałabym, że pierwszy dzień w starej szkole tak bardzo zaboli mnie od środka, że tak naprawdę nawet o niczym nie wiedząc zabrano mi to i musiałam z tego zrezygnować – z Justina – bez podjęcia walki o niego, bo jak ? Przecież nie wiedziałam. A mogłam … Uśmiech zszedł z mojej twarzy, kiedy patrzyłam jak Selena delikatnie obejmuje bruneta.
- Chyba Cię kojarzę. – odparł chłopak patrząc na mnie. Włożył ręce w czarne spodnie z opuszczonym stanem i lekko się uśmiechnął.
- Minęło pięć lat. – zauważyłam zaciskając pięści, a potem ręce na klatce piersiowej.
Nie chciałam już tu być, modliłam się, aby zadzwonił dzwonek. Korytarze opustoszały, ale nic na to nie wskazywało. Zakochana dwójka patrzyła na mnie badawczo i cichutko mówili do siebie, tak, że nie mogłam wychwycić słów.
- Ważne, że wróciłaś. – powiedziała z entuzjazmem Selena i objęła mnie ponownie. Tęskniłam za nią, ale teraz kiedy wiem, że umawia się z chłopakiem, do którego kiedyś i teraz poczułam nie tylko przyjacielską więź. Nie chciałam. Może to była też moja intuicja, że nie chciałam wyjeżdżać, przecież łatwiej było zostać. Spokojnie, jeszcze trochę i sama podejmę decyzję o swoim życiu.
Uspokoiłam się dokładnie w tym momencie kiedy Selena uznała, że ma dość przytulania i chciałaby usłyszeć co się u mnie działo. Nie uśmiechało mi się mówienie o siebie, a już szczególnie jej. Justin cały czas stał pod ścianą i udawał, że czyta notatki szkolne. Popatrzyłam na czarnowłosą w błękitnych spodniach po czym odezwałam się :
- Londyn to piękne miasto.
- Nic nie przebije Paryża ! – zaprzeczyła z uśmiechem, który podkreśliła machnięciem ręką.
- Mówisz tak, bo nie byłaś nigdy w Londynie. – zauważyłam osuwając się po ścianie. Obje usiedliśmy na zimnej posadce i utkwiliśmy wzrok w zamyślonym Justinie, który przewracał strony zeszytu. Wydał mi się słodki, ale … zajęty, przez moją przyjaciółkę. Było mi wstyd, że gdybym mogła zepchnęła bym ją z urwiska, aby był tylko mój, przecież nie mogłam. To, że pojawiłam się z powrotem w Paryżu nie oznacza, że wszystko się dla mnie zmieni. Wiedziałam o tym, ale tak naprawdę nie byłam na to przegotowana. Nie przewidywałam takiego scenariusza. Co chwilę blado się uśmiechałam, aż w końcu usłyszałam dzwonek i spojrzałam znacząco na Selenę i Justina.
- Muszę iść. – odparłam podnosząc się spod ściany.
- Spotkamy się na lunchu ? – zapytała z nadzieją dziewczyna, a ja nie mogłam odpowiedzieć nic innego jak tak, lecz z niechęcią.
Oddaliłam się od dwójki zakochanych i głęboko odetchnęłam nadal czując kolce, które raniły moje serce – kolcem była miłość Seleny i Justina, a może nawet ona sama, a moim sercem, Justin ? Nie, nie ! Przecież to nie było prawdopodobne. Zakochania wyglądając zupełnie inaczej. Czuje się motyle w brzuchu, policzki rumienieją, a taka osoba uśmiecha się bez powodu – prawda czy zmyślone zachowanie pojawiające się we wszystkich filmach ? Otarłam twarz dłońmi i przeszłam pod salę 250 wspinając się po wykładanych kafelkami schodami. Kiedy ją znalazłam, zapukałam do drzwi i delikatnie je uchyliłam wchodząc do środka, gdzie była już pozostała część klasy.
- Dzień dobry. Jestem Bianka. – odparłam patrząc na młodą blondynkę siedzącą za biurkiem. Uśmiechnęła się lekko i kazała krótko opowiedzieć całej klasie o sobie. – Więc, jestem Bianka Mavel i pięć lat temu chodziłam do tej szkoły. – powiedziałam najkrócej jak mogłam i usiadłam w ławce pod ścianą. Rozłożyłam na biurku książki i wsłuchiwałam się w słowa nauczycielki opowiadającej o I wojnie światowej, co tak naprawdę mnie nie obchodziło. Chciałam jeszcze raz go zobaczyć, rozmarzyć się i pomyśleć, że mógłby być mój nawet jeżeli kochał ją i za pewne tak było.
Nadeszła pora lunchu, który miałam spędzić z Seleną i jej chłopakiem. Udałam się w tą samą stronę co wszyscy. Doszłam do stołówki i stanęłam przy odbiorze jedzenia. Wzięłam swoją tackę i nałożyłam co chciałam, a następnie rozglądnęłam się po całej sali szukając wzrokiem tej dwójki. W końcu ich dostrzegłam, całowali się. Moje serce pomimo tego, że było tak młode i tak niedojrzałe do życia z kimś które mógłby je zranić, a także z miłością do zajętego chłopaka nagle pękło. Do oczu napłynęły mi łzy, a ja nie mogłam pojąć jak wszystko mogło tak nagle wrócić, obudzić się na nowi lub zakwitnąć w parę minut. Schyliłam głowę i odstawiając tacę na obojętnie jaki stół wybiegłam ze stołówki. Przysiadłam na schodach stołówki i zaniosłam się płaczem o niedoszłą miłość, która być może zniszczy mi całe życie, a może ja po prostu wyolbrzymiałam nieudany pierwszy dzień ?
Wróciłam do stołówki. Wzięłam nową tacę i usiadłam obok Seleny, które już od dawna na mnie czekała. Uśmiechałam się, bo co mogłam zrobić innego. Czułam się jakbym nigdy stąd nie wyjechała, a każdego dnia przez te pięć lat nie widząc go kochała, coraz bardziej ...

* * *


O kuźwa, ale niedopał ten rozdział -.-
I przepraszam, że tak długo czekaliście -.-
PRZEPRASZAM ZA WSZYSTKO.
KIEDY JA ZACZNĘ SIĘ STARAĆ ?!
Tagi: opowiadanie4
11.05.2012 o godz. 22:39
- Możemy wyjeżdżać. – oznajmił tata wpadając do pustego mieszkania. Stałam pośrodku naszego byłego salonu i przyglądałam się ścianom. Miałam nadzieję, że kiedyś tu wrócę, nie z powodu kolejnej przeprowadzki, ale tęsknoty i prawdziwej więzi między mną oraz prawdziwymi przyjaciółmi. Ostatni raz podciągnęłam nosem i wyszłam z domu zamykając za sobą drzwi na klucz. Oniemiałam odwracając się. Na dróżce prowadzącej do domu stała cała moja paczka.
- Teraz jest czas na łzy. – odparł smutno Mike otwierając ramiona, w które szybko się wtuliłam i pozwoliłam cieczy spływać po moich policzkach.
- Bianka musimy jechać. – poganiał mnie tata, ale mnie się wcale nie spieszyło, lecz po długich narzekaniach rodziców odkleiłam się od wszystkich.
- Dzwoń codziennie. – nakazała Mary całując moje policzko po czym przytuliła mnie po raz ostatni. Westchnęłam wsiadając do taksówki. Spojrzałam przez okno i pomachałam wszystkim moim znajomym stojącym na chodniku. Kiedy kierowca ruszył z ciemnych chmur zaczęły spać krople deszczu, zupełnie jak w dzień przyjazdu tutaj. Wspaniałe pożegnanie powitaniem - pomyślałam i zamknęłam oczy próbując się rozkoszować drogą, ale było to niemożliwe.
Na lotnisko dotarliśmy błyskawicznie szybko, czego nie chciałam. Z oporem weszłam do wielkiej hali, a potem na pokład samolotu. Przecież nie chciałam nikogo tutaj zostawiać. Rodzice przez całą drogę siedzieli w skupieniu, w głębokiej ciszy, a ja bardziej bałam się powrotu do Paryża niż tego nie chciałam. To wszystko przez strach. W końcu z nikim nie utrzymywałam kontaktów, nawet z Seleną, moją najlepszą przyjaciółką stamtąd. Zapomniałam o niej, o wszystkim, w prawdzie nie chciałam pamiętać. Kiedy wprowadziliśmy się do Londynu chciałam tylko się tu zaklimatyzować zapominając o tym co było, a teraz po prostu wracam tam skąd jakby uciekłam.
Było trudno wyjechać, ale chyba trudniej jest tam wrócić po pięciu latach – wrócić do starych nawyków, znajomych, starego domu, klasy, nauczycieli. Bałam się. Przyjmą mnie z uśmiechem czy będą olewać przy każdej okazji ? Byliśmy dziećmi kiedy wyjechałam, więc nie mogą mieć do mnie żalu o decyzję moich rodziców. Byłam ciekawa jak bardzo wszyscy się zmienili, choć pamiętałam tylko Selenę – wspólne zabawy lalkami Barbie, spacery i jedzenie codziennej porcji lodów u mnie w domu na czarnej kanapie. Nagle poczułam, że tak naprawdę chcę wracać, chcę ją zobaczyć i wrócić do cudownych lat.
Spojrzałam za szybę w samolocie. Właśnie opuszczaliśmy Anglię, byliśmy nad morzem, które oddzielało nas od Francji. Westchnęłam cicho zasłaniając oczy i twarz dłońmi. Okłamywałam się. Nie byłam ciekawa niczego, nie chciałam znów bawić się w małą dziewczynkę, która co dopiero wprowadziła się do sąsiedztwa, chciałam być sobą Bianką Mavel z Londynu – po prostu najlepiej by było gdybym tam została. Opadłam na fotel i zamknęłam oczy marszcząc przy tym czoło i brwi. Tak bardzo nie chciałam znaleźć się w Paryżu i być ‘tą nową’. Zazgrzytałam zębami zwracając tym na siebie uwagę mamy.
- Co znowu ? – zapytała zniesmaczona. Otwarłam oczy i spojrzałam na nią żalem.
- To chyba nie jest dla Ciebie ważne, tak jak wszystko co mówiłam przez ostatnie trzy dni. – rzuciłam obojętnie w jej stronę z grymasem na twarzy. Zamilkła odwracając głowę w innym kierunku. Po chwili wyciągnęła ze swojej torby gazetę i skupiła się na nim. Nawet nie czuje się winna – pomyślałam krzyżując ręce na klatce.

- Tam stoi taksówka ! – krzyknęła mama machając do kierowcy. Chwilę później pojazd podjechał pod samo wyjście od lotniska odbierając nas z niego. Wsiadłam do środka i zapięłam pasy. Czułam się dziwnie słysząc słowa wymawiane po francusku, ale musiałam się przyzwyczaić, w końcu właśnie Francja była moją ojczyzną.
- Przygotuj się na powrót wspomnień. – zakomunikował tata kiedy taksówka skręca w jedną z ulic. Wzięłam głęboki oddech i powoli wypuszczałam powietrze z płuc. Domy, które mijaliśmy były zwykle i nie odznaczały się niczym. Nagle pojazd stanął, a ja spojrzałam w drugą stronę, na której zaparkowaliśmy. Stał tam śliczny dom średniej wielkości. Został ogrodzony czarnym, metalowym i dość wysokim płotkiem. Rośliny zajmowały większość miejsca z przodu domu, ale też spory podjazd, na którym stało już nasze srebrne auto. Cały dom był koloru żółtego z tego samego koloru małymi kafelkami w niektórych miejscach - brązowy dach, okna i oczywiście balkon.
Patrzyłam na to z podziwem, bo nie tak zapamiętałam to miejsce. Jakby się zmieniło, ale przyjemne uczucie towarzyszyło mi widząc ten dom po raz pierwszy od dzieciństwa. Zawiesiłam na ramię torebkę na ramię i przeszłam na chodnik.
- Zamawiam pokój z balkonem. – odparłam z wymuszonym uśmiechem. Nie wyobrażałam sobie, że będzie inaczej.
- Wiedziałem. – szepnął do siebie tata. Spiorunowałam go wzrokiem i przeszłam przez ogrodzenie. Znalazłam się na wąskiej, jasnej dróżce wysadzanej płaskimi kamieniami, a otaczały ją roślinki. Westchnęłam od niechcenia i zaczekałam za rodzicami aż otworzą drzwi domu, musiałam się przyzwyczaić, że teraz był to nasz dom.
W końcu drzwi się uchyliły i weszłam do środka ostatnia. W środku było strasznie jasno i czysto. Rodzice zadbali o jasne barwy pomieszczenia i stary styl Londynu za co nie byłam już na nich tak zła, lecz uśmiechnęłam się pod nosem i zaczęłam wszystko dokładnie oglądać. Kuchnia, wszechstronna i dobrze umeblowana w lekkim pomarańczowym kolorze. Salon także był przemyślany i jak dla mnie doskonały z wielką plazmą.
- Ładnie. – skomentowałam przechadzając się wzdłuż długiego korytarza prowadzącego do sypialni rodziców na dole. – Czemu nie macie pokoju do góry ? – zapytałam zdezorientowana.
- Bo cała góra jest Twoja. – odpowiedział tata z uśmiechem. – Wiedzieliśmy, że będziesz chciała trochę samotności. – dodał nakłaniając mnie, abym weszła po drewnianych schodach i sprawdziła czy wszystko jest tak jak powinno. Rzuciłam się na nie migiem i po sekundzie byłam już na górze z nierównym oddechem trzymając się za serce. To wszystko tutaj było takie piękne. Granatowo-czerwono ściany i białe meble. Wszystko związane z Londynem. Miałam własny pokój, łazienkę a do tego mały salon dla swoich gości. Czułam się jakbym miała swój dom z lokatorami na dole. Uśmiechnęłam się i osunęłam na czerwony dywan ułożony na jasnych panelach. Przeczesałam palcami włochaty dywan i zamknęłam oczy, ale po chwili je otwarłam wyciągając z torebki zakupioną w Londynie flagę Anglii. Uśmiechnęłam się widząc ją ponownie i zaczęłam się zastanawiać gdzie ją umieścić. Wszędzie pasowało, ale tak jak miało być została umieszczona nad czarnym łóżkiem z granatową poszewką.
- Co o tym myślisz ? - zapytał tata pojawiając się do góry w towarzystwie mamy.
- Bardzo mi się podoba. - odpowiedziałam unosząc kąciki ust.
- Masz swój własny Londyn w Paryżu. - stwierdziła mama oglądając się po pokoju.
Miała rację, pokój był odzwierciedleniem Londynu i jeszcze w dodatku ta fototapeta z Big Ben’em nocą. Poczułam się jak w Anglii, lecz tu i tak czegoś brakowało – roześmianych twarz moich znajomych. Rodzice zeszli na dół, a ja wyciągnęłam m-book’a. Od razu włączyłam skype’a i zadzwoniłam do Mary, która jak zawsze była dostępna.
- Cześć. – zaczęłam rozmowę kiedy odebrała połączenie.
- Hej. – odpowiedziała przybierając radosny wyraz twarzy. – I jak ? – zapytała ciekawa.
- Miło, ale czegoś i kogoś brakuje. – odparłam smutno. – Pokaże Ci mój pokój. – zaproponowałam po chwili podnosząc laptopa. Po kolei pokazałam wszystko do kamerki. Mary była zachwycona i przyznała to samo co rodzice – miałam mały Londyn w pokoju.
- Już za Tobą tęsknię. – szepnęła smutno Mary patrząc swoimi smutnymi oczami prosto w kamerkę.
- Wiesz, ja też, ale nie miałam wpływu na decyzję rodziców. Po za tym wiesz, że już za miesiąc będę pełnoletnia, więc przylecę do Ciebie. – zapewniłam przyjaciółkę. – A może nawet przeprowadzę. – dodałam z uśmiechem.
Mary nie miała nic przeciwka, byłam jej tak samo bliska jak ona mnie. Obje cierpiałyśmy z powodu wyjazdu i rozłąki, ale co innego począć ? Rozmawiałyśmy jeszcze długo i może trwałoby to więcej czasu gdyby nie nawoływanie mamy :
- No chodź już Bianka, pojedziesz ze mną po książki !
Niechętnie pożegnałam się z Mary i zeszłam na dół. Wyszliśmy przed dom. Pogoda znacznie zmieniła się od naszego przyjazdu. Teraz świeciło słońce, które wyglądało zza chmur. Wszyscy mili dobrze w życiu, tylko nie ja. Westchnęłam i wsiadłam do srebrnego auta, które po chwili wyjechało z podjazdu. Pojechałyśmy w stronę centrum. To była moja pierwsza okazja, aby przypomnieć sobie wszystkie zakamarki, którymi kiedyś szłam. Jednak zawsze coś się zmieniło. Poznikały najlepsze sklepy, powstałe nowe, czy gorsze ? Nie wiem. Przejechałyśmy dalej.
- Tam będziesz chodzić do szkoły. – powiedziała mama wskazując palcem na duży marmurowy budynek, którego niestety nie pamiętałam, choć powinnam. Prychnęłam z pogardą dla budynku i zsunęłam się w fotel.
W końcu dojechaliśmy do księgarni, a mama specjalnie wystawiła mnie na próbę mówienia po francusku. Jakoś sobie poradziłam bez większych błędów i wyszłam ze sklepu obładowana książkami, zupełnie jak mama.
Wróciliśmy do domu. Zaniosłam książki na górę i do samego wieczoru przygotowywałam się do czekających mnie lekcji.

* * *


No hej dziewczyny, dodałam rozdział, bo dobiliście do 110 obserwatorów za co Wam STRASZNIE DZIĘKUJĘ ! ; ****
Koniec roku = wiele sprawdzianów, więc musicie mnie choć trochę zrozumieć.
Przepraszam. ; **
Zapraszam na bloga naszej bloblo-gowej koleżanki : klik :)

Ps. Wciąż możecie wysyłać do mnie swoje numery gg, albo we wiadomościach prywatnych, albo pod rozdziałem lub po prostu odzywać do do mnie na GG - 13281850 ! :) PAMIĘTAJCIE, ŻE INFORMUJĘ TYLKO Z GG !:)
Tagi: opowiadanie4
07.05.2012 o godz. 20:44
- Po raz setny powtarzam, że ja nie wybieram się z Wami do Paryża ! – krzyknęłam wchodząc po schodach. Przytupywałam nogami coraz mocniej, aby rodzice wiedzieli, że jestem zła. Przy ostatnim stopniu przysiadłam i zaczęłam przysłuchiwać się ich rozmowie, a także trochę ich obserwować.
- Nie będzie tam szczęśliwa. – odparł zrezygnowany tata. Miał rację, jedyne miasto w jakim mogłam być szczęśliwa to deszczowy Londyn z czerwonymi budkami telefonicznymi i znajomymi, którzy nie ucieszą się z wiadomości o wyjeździe.
- To dla jej dobra, kochała Paryż, na pewno za nim tęskni. – odpowiedziała mama krążąc po pokoju.
- Nie była tam przeszło od pięciu lat, teraz wiele się zmieniło, dorosła, nie jest już małą dziewczynką, którą wszystko zachwyci. – zauważył mój tata. Między moimi rodzicami coś się działo, mogłam to dostrzec gołym okiem. Już nie byli tą samą parą sprzed kilku lat.
- Ale nie dorosła do tak poważnych decyzji Erick’u. – zapewniła mama kładąc na ziemi kolejny karton. Zaczęła w niego pakować porcelanowe figurki z meblościanki.
- A my, dorośliśmy ? – zapytał tata przerywając mamie jej czynność. Stali naprzeciwko siebie, bardzo blisko. Taka sytuacja nie zdarzyła się pomiędzy nimi od bardzo dawna, więc patrzyłam na nich z zachwytem i mimowolnym uśmiechem.
Wyczekiwałam odpowiedzi mamy, ale nie nadeszła. Moja rodzicielka zwinnie ominęła ciało taty i wróciła do pakowania figurek, uśmiech zszedł z mojej twarzy.
- Najpierw nie chciała stamtąd wyjeżdżać a teraz wracać. – prychnęła cicho mama jakby do siebie. Nie przestając pakować różnych rzeczy do coraz nowszych kartonów.
- Była dzieckiem. – odparł tata próbując wpasować się w sytuację, ale i on był rozczarowany zachowaniem mamy. Oboje byli jeszcze młodzi i piękni, pełni życia, a marnowali je spędzając czas na wychowywaniu mnie, bo przecież jak wiele dzieci na tym świecie nie byłam planowana.
Postanowiłam skończyć podsłuchiwać rodziców i ich bezmyślnych komentarzy na mój temat. Wdrapałam się na górę po ostatnim schodku i weszłam do swojego pokoju, który teraz po prostu nim nie był. Wszystkie meble zniknęły. Pozostało, aby łóżko, żebym miała gdzie spać przez ostatnie noce. Dobrze wiedziałam, że decyzja o przeprowadzce już zapadła, ale nie mogłam się pogodzić z tym, że po raz kolejny nie mogą się zdecydować gdzie będzie nam lepiej. Pamiętam, zrobili tak pięć lat temu wyprowadzając się z Paryża kiedy miałam nie całe trzynaście lat, a teraz niby starsi i mądrzejsi robią zupełnie to samo.
Usiadłam na swoim łóżku delikatnie głaskając różowiutką pościel. Chciałam tu zostać, bo właśnie Londynowi zawdzięczałam najlepsze pięć lat swojego życia. Wszystkie miejsca w Anglii, które zwiedziłam były cudowne i wpłynęły na mój rozwój psychiczny czy fizyczny. Wiedziałam, że będę tęsknić, ale nie za jego samym urokiem, ale też za ludźmi jakich tu poznałam. Kochana Mary. Jako pierwsza przygarnęła mnie do siebie, jak prawdziwa przyjaciółka. Dopiero wtedy poznałam prawdziwe życie dziewczyny – szał zakupów, oglądanie się za chłopakami, obgadywanie wszystkiego co się rusza. Byłam typową angielską dziewczyną i tak naprawdę chciałam nią pozostać. Wyprowadzka do Paryża zepsułaby wszystko.
Dzwonek do drzwi rozproszył moje myśli. Zbiegłam po schodach i po chwili uchylałam ciężkie, drewniane drzwi. Stanęła w nich właśnie Mary – mała blondynka, o średniej długości włosów. Jej twarz wyrażała smutek i żal, ale ani razu nie podniosła na mnie wzroku.
- Widziałam ciężarówkę. – odparła cicho patrząc na swoje zielone trampki. Przełknęłam głośno ślinę, a czerwony rumieniec wdarł się na moją twarz. – Mogłaś powiedzieć. – dodała smutno odchodząc kawałek od drzwi odwrócona plecami.
- Mary poczekaj ! – krzyknęłam za nią. Blondynka odwróciła się w moją stronę i spojrzała smutno.
- Czekałam zbyt długo na jedną, głupią wiadomość o Twoim wyjeździe. – odparła wychodząc przez metalową furteczkę. Przeszła chodnikiem ze spuszczoną głową, a po chwili straciłam ją z oczu.
Mokra łza spłynęła po moim ciepłym policzku, a następnie na posadzkę. Parę niewypowiedzianych słów, a człowiek traci kogoś, na kim mu zależało.
Zamknęłam drzwi za Mary a sama udałam się do swojego pokoju, aby pobyć sama, w ciszy.
Zatrzasnęłam za sobą pofarbowane na biało drzwi od mojego pokoju i usiadłam na miękkim materacu od łóżka. Przecież mogłam powiedzieć, ale jak skoro sądziłam, że moje protesty na coś się zdadzą, jednak zawiodły.

Obudziłam się na mokrej brudnej o tuszu poduszce. Wiedziałam co mnie czeka kiedy spojrzę w lustro, po prostu się przestraszę. Leniwie podniosłam się z łóżka i ciągnąc nogi po ziemi weszłam do swojej łazienki. Stanęłam na włochatym dywaniku pod umywalką i podniosłam głowę, aby spojrzeć w lustro. Nie było tak strasznie. Moje szare oczy były podkrążone przez czerwone, fioletowe a także czarne cienie. Szybko przemyłam podpuchnięte oczy, a następnie wzięłam wacik i tonik. Delikatnie zmyłam resztki makijażu i postanowiłam wziąć poranny prysznic. Rozebrałam się i weszłam do kabiny prysznicowej gdzie umyłam ciało oraz włosy. Po opuszczeniu kabiny znów znalazłam się przed lustrem otulona oliwkowym ręcznikiem. Rozczesałam mokre włosy i przeczesałam prosty przedziałek na środku głowy. Delikatnie podsuszyłam włosy, aby doschnęły same i zakręciły się w fale.
- To chyba wszystko. – usłyszałam z dołu westchnięcie taty.
Czym prędzej przeszłam do swojego pokoju i wybrałam dla siebie odpowiedni zestaw spoglądając ukradkiem w okno – ciemne chmury gromadziły się na Londynem. Wyciągnęłam z szafy obcisłe, czarne rurki i białą bluzkę oraz rozciągnięty sweter, który narzuciłam na siebie. Podeszłam do okna i uchyliłam je. Dopiero wtedy poczułam jak parno jest na dworze. Zbiera się na burzę – pomyślałam przymykając oczy. Kilka razy wciągnęłam przyjazny zapach i postanowiłam naprawić wszystko przed wyjazdem, który jak sądziłam był nieunikniony. Zeszłam na dół po drewnianych schodach i rozglądnęłam się dookoła. Już żaden kąt nie przypominał mi tego samego co wcześniej, było tu pusto, bez życia.
- Wybierasz się gdzieś ? – zapytał tata wychodząc z kuchni.
- Muszę pożegnać się z Londynem. – odparłam beznamiętnie i wyszłam z domu.
Na dworze faktycznie nie było za ciekawie. Robiło się coraz ciemniej, ale wcale mi to nie przeszkadzało, byłam przyzwyczajona. Jednak nie było zimno, raczej parno, duszno. Naciągnęłam sweter na jedno ramię i przeszłam szarym chodnikiem. Chciałam pożegnać się z każdym miejscem, w którym byłam w ciągu tych pięciu lat, ale było to niemożliwe. Chodziłam uliczkami Londynu, mijały mnie zapełnione autobusy i stare auta, a ja szłam, pomału i spokojnie. Rozglądałam się na boki i czułam ból w sercu, tęsknota już dawała o sobie znać. Westchnęłam cicho przechodząc obok mojej ulubionej kawiarni, nie miałam serca, musiałam do niej wejść i zmówić coś po raz ostatni, więc zrobiłam to. Kupiłam mrożoną kawę i świeżego pączka z serem. Wyszłam z pomieszczenia i przez kolejne sekundy podziwiałam Big Ben’a i jego okazałość. Mocno wyciągałam szyję czują jak zaraz moje mięśnie pękną. Przeniosłam wzrok dalej. Wszędzie roiło się od flag Anglii. Wiedziałam, że jedną mamy w domu, ale kupiłam zapasową. Obiecałam sobie, że przywieszę ją sobie nad łóżkiem w moim starym, nowym pokoju.
Dochodziło południe, a ja nie zamierzałam wracać, bo jeszcze tyle musiałam wszystkim powiedzieć. Był weekend, więc pomyślałam, że moi znajomi będą w tym miejscu gdzie zwykle, w naszej ulubionej pizzeri. Przeszłam kawałek dalej wyrzucając po drodze do śmietnika kubeczek po kawie. Po chwili wchodziłam do lokalu, w którym jak się nie myliłam siedziała moja paczka. Nieśmiało podeszłam do nich. Spojrzeli na mnie i zamilkli.
- Przyszłam się aby pożegnać. – szepnęłam zagryzając delikatnie wargę.
- Będziemy tęsknić. – odezwała się jako pierwsza Melani i podeszła do mnie przytulając do siebie. Odwzajemniłam uścisk.
- Wszyscy będziemy. – powiedziała reszta mojej paczki chórem. Uśmiechnęłam się przez łzy, a po chwili wszyscy się przytulaliśmy.
- To co, ostatnia wspólna pizza ? – zapytał Mike nakazując mi usiąść do stołu.
Pokiwałam głową i usiadłam obok moich przyjaciół. Tak jak sądziłam, byli niezawodni i zawsze mnie wspierali. Kochałam ich za to, że są tacy jaki są. Byli normalnymi ludźmi, nie wyróżniali się niczym, ale dzięki temu byli wspaniali.
- Chyba nie tylko z nami należy się pożegnać. – powiedziała Melani wskazując na wejście do lokalu. W drzwiach stała Marry i nerwowo ściskała swój ulubiony berecik, który przynosił jej szczęście w pechowych momentach. Wstałam od stołu i podeszłam do niej.
- To wszystko nie jest łatwe. – szepnęła, a jej głos drgał. – Nie wiem jak poradzę sobie bez Twoich porad i dobrego słowa kiedy mi źle. Nie wiem czy wytrzymam bez Ciebie z tymi wariatami. – mówiła przez łzy wskazując na roześmianą paczkę jedzącą pizzę. – Znamy się pięć lat i musisz wiedzieć, że te lata były najlepszymi w moim życiu, bo stałaś się moją jedyną siostrą, którą kocham nad życie. – zakończyła podciągając nosem. Popatrzałyśmy na siebie ze łzami w oczach obje zaniosłyśmy się płaczem przytulając się do siebie.
- Nie myślałam, że nadejdzie ten moment, w którym będę musiała powiedzieć Ci żegnaj. – zwierzyłam się przyjaciółce być może po raz ostatni.
- Ja też. – poparła mnie przytulając do siebie. Od dawna nie czułam się tak bardzo potrzeba wszystkim, ale przeprowadzka zbliżała się coraz bardziej, nieodwołalnie.
- Zostawmy łzy na później. – zaproponował Mike zapraszając nas do stolika. Otarłyśmy łzy i powędrowaliśmy w stronę naszej ukochanej paczki. Czy ja wiem, może to było ostatnie spotkanie w tej pizzeri, a może wrócę tu za kilka lat i spotkamy się właśnie tutaj, nie umawiając się ? Życie była przewrotne i nie można go rozczytać, ale mam nadzieję, że kiedyś pomyślę właśnie o nich i powiem – kurde, fajnie było.

* * *


Matko, jak ja dzisiaj lecę z tym wszystkim, ale od jutra zwalniam, bo przecież wracam do szkoły -.-
Wyjaśnijmy jedną sprawę związaną z tym opowiadaniem - Justin mieszka w Paryżu i nie jest sławny do pewnej pory :)
A piosenka z trailera to Bruno Mars- Who Is. :)
Za jakiekolwiek błędy - przepraszam.
Kocham Was i dziękuję ! ♥
Tagi: opowiadanie4
06.05.2012 o godz. 21:56
Bianka Mavel - siedemnastoletnia dziewczyna pochodząca z Paryża, ale od pięciu lat mieszkała w Londynie. Nie jest nieśmiałą osobą, ale też nie jest odważna, lecz pokazuje światu, że potrafi mimo wszystko. Potrafi wiele znieść, ale jest człowiekiem, więc łzy nie są jej obce.

Mary Lionel - siedemnastoletnia przyjaciółka Bianki z Londynu. Zżyły się jak siostry podczas pięcioletniego pobytu dziewczyny w Anglii.

Justin Bieber - osiemnastoletni chłopak, który przed pięcioma laty bardzo podobał się Biance. Jest kapitanem drużyny koszykówki w starej szkole dziewczyny. Obecnie chodzi z Seleną, dawną przyjaciółką Bianki sprzed wyjazdu.

Selena Gomez - siedemnastoletnia dziewczyna Justina Biebera jak również królowa szkoły w Paryżu. Jest najbardziej lubianą i podziwianą dziewczyną, lecz nie stała się przy tym wredna.








No to mamy bohaterów i zwiastun, co Wy na to ?:D
Dodałam wcześniej ^^
Tagi: opowiadanie4
06.05.2012 o godz. 17:53
Wróciłam do Polski próbując znów wpasować się w nudną rzeczywistość, którą tworzyło wszystko, ale nie on. Cieszyłam się nowym domem, pokojem, spotykałam się z Rose i Tom'em, nadrabiałam zaległości, ale wyczekiwałam czegoś innego. Na biurku leżał średniej długości karteczka, która była wstępem do marzeń - bilet na koncert Justina we Warszawie. Wiedziałam, że właśnie on za kilka dni odwiedzi Polskę - sławny Justin Bieber, ukochany przez miliony, a tylko mój. Uśmiechnęłam się sama do siebie i zaczęłam tłumaczyć zaległe zadanie z hiszpańskiego. Prychnęłam widząc te proste słowa i szybko ją odrobiłam. Po skończonej pracy zeszłam na dół i przysiadłam się obok taty i Natalie przed telewizorem. Natalie nagle odchrząknęła.
- Powinnaś o czymś wiedzieć. - powiedział tata, jego dłonie delikatnie się trzęsły, a głos drgał.
- Natalie jest w ciąży, pobieramy się. - odparł już spokojnie a ja złowrogo spojrzałam na nich przenosząc wzrok, aby na brunetkę.
- Ty po prostu chcesz go złapać na dziecko ! - krzyknęłam zdenerwowana.
- Uspokój się Hilary ! - rozkazał tata, ale ja nie zamierzałam wypełnić jego słów.
Wstałam z kanapy i czym prędzej wyszłam z domu. Na dworze zbierało się na porządną burzę, ale szłam dalej. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer Justina próbując mu dokładnie opowiedzieć co się właściwie stało. Pomimo tego, że u niego było koło czwartej w nocy wysłuchał mnie i poradził.
- Hilary, oni nie są dorośli. - odparł Justin słysząc o moim zachowaniu wobec Natalie i taty.
- Ta. - przyznałam mu niechętnie rację.
Wróciłam do domu cichutko do niego wchodząc. Na kanapie nadal siedziała Natalie, ale już bez taty. Podeszłam do niej cicho i usiadłam obok.
- Ja przepraszam, widzisz, tata był cały czas sam i ja też, więc trochę mi trudno z tą wiadomością. - szepnęłam łapiąc jej rękę.
Natalie delikatnie się uśmiechnęła odpowiadając :
- Wiem, my naprawdę się kochamy Hilary.
- Spokojnie, zrozumiałam. - opowiedziałam i również się uśmiechnęłam.

Od samego rana buzowała we mnie najlepsza energia na świecie. W ręce ściskałam bilet i wejściówkę za kulisy. Tak bardzo cieszyłam się, że w końcu go zobaczę w jego żywiole, takiego jak go pokochałam.
- Dalej tato, bo się spóźnię ! - krzyknęłam poganiając mężczyznę.
- Już, już. - odparł schodząc po schodach zapinając koszulę.
Wyszliśmy na podjazd i wsiedliśmy do auta. Westchnęłam całując mały bilecik i oparłam głowę na fotelu. Odjechaliśmy do centrum Warszawy.
Droga nie trwała długo, ale ponad dziesięć minut staliśmy w długim korku. Miałam ochotę wyskoczyć z auta i pobiegnąć na miejsce koncertu, ale w końcu ruszyliśmy.
Znalazłam się przed wielką halą. Byłam tak zdenerwowana, że nie mogłam ogarnąć w ogóle co się dzieje. Weszłam do środka pokazując ochroniarzowi bilet i usiadłam w wskazanym miejscu w drugim rzędzie. I tak wiedziałam, że będę wstawać i w ogóle nie siedzieć widząc jego.

Byliśmy w połowie koncertu, wszystko było idealne, magiczne, a moje marzenie się spełniło. Justin Bieber odwiedził Polskę dając niezapomniane wspomnienia wszystkim jego fanką. Krzykom i piskom na sali nie było końca pomimo tego, że piosenka już dawno się skończyła, a Justin prosił o chwilową ciszę.
- Jest z nami jedna, wyjątkowa dziewczyna. - powiedział swoim aksamitnym, męskim głosem rozglądając się po wielkiej hali. - Zmieniła życie jednego chłopaka z problemami i marzeniami, a teraz pora, aby jej życie stało się o wiele lepsze. - dodał znajdując mnie w drugim rzędzie. Wyciągnął w moim kierunku rękę schodząc w dół, cała sala ucichła. Na wielkich ekranach byłam tylko ja i on. Z dala dopływała do moich uszu cudowna piosenka, której tytułu nie znałam.
- Co robisz ? - zapytałam Justina wchodząc po małych schodach na scenę.
- Zmieniam nasze życie. - odparł z uśmiechem i zaciągnął mnie na sam środek sceny.
Białe światła skierowały się tylko na nas, czułam się dość niekomfortowo, ale kiedy spojrzałam w jego oczy strach zniknął i znów ogarnął mnie błogi stan miłości. Kochałam go. Nagle zrobił czego się nie spodziewałam. Ukląkł na jedno kolano i z białej bluzy wyciągnął granatowe pudełeczko. Uchylił wieczko i ujrzałam przepiękny pierścionek a Justin przemówił :
- Hilary Belson czy wyjdziesz za mnie ? - zapytał a jego głos przepełniony był miłością.
Chyba w tej chwili nic nie było tak ważne jak jego obecność słowa i miłość pomiędzy nami. Patrzyłam jak klęka przede mną i czekał na jedno tak, które miało odmienić nasze życie, na lepsze, złączyć nas na zawsze. Kochaliśmy się jak nikt inny, nasza miłość była mocna, trwała i nikt nie mógł jej zerwać, chyba, że my nie będziemy o nią dbali. Ktoś powiedział, że sami jesteśmy kowalami swojego losu. Ja swoje życie w pełni zawierzyłam Bogu, a on zesłał mi Justina, który stał się moim aniołem na całe życie.
- Tak. - szepnęłam trzymając rękę na sercu.
Czułam jak Justina ogarnęła fala gorąca. Podskoczył zakładając mi pierścionek na palec. Po chwili patrzyliśmy na siebie w ciszy i szeptaliśmy ciche Kocham Cię. Justin zaczął się przybliżać i złączyliśmy się w pocałunku miłości.
- Przed Wami przyszła Pani Bieber ! - krzyknął Justin obracając mnie do tłumu fanek, które zaczęły wiwatować moje i Justina imię.


Epilog ♥



Nigdy nie myślałam, że zobaczę tatę takiego radosnego i zakochanego jak teraz był. Wirował po pustej sali razem z Natalie, której brzuch już lekko się zaokrąglił. Wyglądali jak para nastolatków, którzy są gotowi oddać za siebie swoje życie, skoczyć w ogień, obronić drugą osobę własnym ciałem.
Poczułam ciepłe ręce oplatające moją talię. Nie było na świecie nic cudowniejszego od jego dotyku. A od pewnego czasu było pewne, że na zawsze będzie tylko mój.
Oparłam się o framugę wielkich drzwi i zaczęłam wsłuchiwać się w weselne disco-polo grane na sali. Miałam nadzieję, że i ja będę kiedyś tak wirować z Justinem, z uśmiechem na twarzy, z nadzieją, że przyszłość będzie wspaniała i nie rozdziali nas nigdy.
- Chodź. - szepnął Justin ciągnął mnie na parkiet tuż obok Natalie i taty.
Uważaliśmy, aby się nie zderzać. Zaczęliśmy wirować tak samo, muzyka wpadała w nasze uszy, a nasza obecność zdawała się najlepszym dla nas lekarstwem. Mogę powiedzieć jedno : przeznaczenie. Patrzyłam w oczy Justina i widziałam w nich naszą przyszłość pełną miłości.

Jedna, mała rzecz, aby osiągnąć całkowitą pełnię szczęścia - Mieć kogoś bliskiego, kogoś kto Cię wesprze, przytuli, kogoś takiego jak Justin - kochającego i troskliwego. Kogoś kto dla Ciebie, choćby był piękny kupił cały świat i choć miał pusty portfel to nigdy nie narzekałabyś. Kogoś kto dla Ciebie nauczyłby się latać i o własnych skrzydłach wzleciał do gwiazd, aby wybrać tą najpiękniejszą i podarować ją Tobie.


Koniec ♥


Cześć Kochani, zdecydowałam nie tracić czasu na pisanie tej historii, bo naprawdę nie miałam już pomysłu.
Jesteście zadowolone ? Wszyscy żyją i są szczęśliwi.
Możliwe, że już wieczorem dodam zwiastun i bohaterów do nowej opowieści - chyba najlepszej jaką napisze ;)
DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚCIE CAŁY CZAS ZE MNĄ ! <33333
Tagi: opowiadanie3
06.05.2012 o godz. 13:51
Jadąc do Los Angeles marzyłam, aby spędzić wolny czas w łóżku Justina pod opieką jego mamy i zagubionego w swoim życiu menadżera. Co wieczór oddychałam z ulgą, Justin wracał do mnie tuż po próbach zmartwiony moim zdrowiem.
- Przestań się martwić. - rozkazałam jednego wieczoru, choć wiedziałam, że to nie łatwe zadanie.
- To tak jakiś powiedziała : Przestań mnie kochać. - stwierdził z uśmiechem całując moje czoło.
Od dwóch dni powinnam być w Polsce na zajęciach, w końcu muszę jakoś napisać maturę, zdać ją w ogóle. Martwiłam się swoją edukacją, a tym bardziej zdaniem taty w tej sprawie. Dzwonił co dzień denerwując się równie mocno jak Justin, ale w kwestii nauki.
- Powinnam wracać. - oznajmiłam siadając na łóżku.
- Nie w tym stanie ! - zaprzeczył Justin układając mnie pod kołdrą.
- Czuję się już dobrze. - odparłam ponownie się podnosząc.
- Ale ja Cię nie puszczę dopóki nie będzie wspaniale ! - odpowiedział zdeterminowany Justin i pognał do łazienki pod prysznic.
Opadłam na miękkie łóżko, w którym spędziłam stanowczo za dużo dni i westchnęłam. On po protu mnie tu więził, choć podobała mi się jego obecność to powinnam być gdzie indziej. Tęskniłam za Warszawą, ale myślę, że pokochałabym też Los Angeles gdybym tylko miała okazję je zobaczyć. Byłam święcie przekonana, że Justin nie wypuszcza mnie stąd specjalnie, po prostu tęskni. Ja też. Nie wyobrażam sobie co będzie jeżeli zacznie trasę, a ja zostanę w Polsce, przy nauce i książkach.
Westchnęłam podnosząc się z łóżka. Założyłam na nogi ciepłe kapcie i wyszłam przez uchylone drzwi balkonowe na mały taras. Stały na nim dwa wygodne krzesła. Usiadłam w jednym i popatrzałam w niebo. Było zupełnie takie samo jak tamtej nocy kiedy Justin zapytał czy będę jego na zawsze, ale i tak nadal zadziwiało swoim pięknem. Zaciągnęłam się świeżym zapachem powietrza i zamknęłam oczy wyostrzając zmysł słuchu. Słyszałam dalekie rozmowy ludzi, słyszałam jak pojazdy nadal się przemieszczają a ja tkwiłam w jednym punkcie.
Jestem człowiekiem, nigdy nie wiedziałam co się stanie, jak się potoczy, czy dobrze wybieram, ale zawsze miałam nadzieję, że będę miała kogoś kto pomoże mi wybrać właściwą drogę i doradzi. Jestem pewna, że połowa moich ukrytych marzeń już się spełniła przy Justinie, bo on sam był moim, jednym, wielkim chodzącym marzeniem.
Usłyszałam jak drzwi do pokoju się otwierają, ktoś stawia dość ciężkie kroki na drewniane panele. Odliczałam czas od jego wejścia aż do szybkiego pojawienia się na balkonie z ulgą wymalowaną na twarzy :
- Tu jesteś.
- Nie ważyłabym odejść dalej. - odpowiedziałam z uśmiechem poklepując fotel obok siebie.
Justin przybliżył się i delikatnie opadł zmęczony na białe obicie siedzenia.Jego włosy nie były do końca wysuszone, a twarz pokrywał ciepły rumieniec.
- Te próby mnie wykończą. - odparł wywalając język na brodę, oddychając głęboko.
- Po co tak ciężko ćwiczycie ? - zapytałam.
- Po pierwsze muszę wrócić do formy, a po drugie przecież muszę skończyć trasę. - odpowiedział patrząc prosto w moje oczy.
- No tak. - mruknęłam pod nosem przenosząc wzrok na księżyc.
Musiałam przyznać, że cała posiadłość Bieberów jak i Los Angeles miały w sobie coś magicznego, zupełnie jak Warszawa. Może nawet cieszyłam się, że nie miałam okazji zwiedzać miasta, bo zapewne szybko bym stąd nie wyjechała, a przecież już dawni powinnam.
- Justin, porozmawiajmy poważnie. - zaczęłam obracając się w jego stronę.
- Okej.
- Ja przecież muszę stąd wyjechać. Wiesz o tym. Zostawiłam w Polsce przyjaciół, rodzinę. - mówiłam patrząc w jego czekoladowe oczy pełne smutku.
- A wyjeżdżając stąd zostawisz mnie. - odparł patrząc na mnie z żalem.
- Nigdy Cię nie zostawię, zawsze będę przy Tobie. Tutaj. - odpowiedziałam dotykając jego ciała dokładnie tam gdzie powinno znajdować się serce. Czułam je. Biło szybko i nierówno.
- Ja wiem. - szepnął smutny.
Z jego oczu mimowolnie spłynęły łzy mocząc krótkie spodenki. Otarłam ciecz z jego policzka i skłoniłam do tego, aby popatrzył na mnie. Był dla mnie całym światem, a ja czułam się źle kiedy było mu źle.
- Obiecuje, że będę wpadać jak często się da. - odparł pozwalając kolejnym kroplom łez wypływać z jego oczu.
- Będę czekać. - odpowiedziałam przytulając się do niego.
Między nami zrodziło się tak wiele podczas tak krótkiego czasu. Nie wiedziałam, że ludzie tak potrafią. Stać się dla siebie wszystkim, kiedy byli dla siebie niczym.
Byłam czystym przykładem na to, że marzenia się spełniają, że warto w nie wierzyć. Od lat marzyłam, aby poznać Justina, przytulić go, a teraz ? Jestem jego dziewczyną, kocham go, a on mnie. Słowa Never say Never są czystą prawdą. Wierzę w nie.

Gdyby wszystko było łatwe świat byłby nudny. Człowiek podejmuje decyzje, których zwykle żałuje. A może wybiera mniejsze zło nie wiedząc, że drugi wybór mógł być lepszy ? Ja wybrałam miłość, rodzinę i przyjaciół po mimo niepowodzeń. Stałam przy wielkiej szybie lotniska i tak naprawdę nie chciałam wsiąść do tego samolotu. Czułam się jak startująca maszyna, która wciąż nie wie jaki ma obrać kurs, ale od pewnego czasu znalazła pilota swoje życia - Justina.
Spojrzałam w prawo i ujrzałam właśnie jego. Stał smutny opierając się jedną nogę o ścianę. Winiłam właśnie siebie, że w ten sposób spędzamy ostatnie chwile bycia razem. Podeszłam do niego i uniosłam jego podbródek.
- Kocham Cię. - powiedziałam z miłością i ucałowałam jego malinowe, rozgrzane usta.


* * *


Oj no wiem ! Mógłby być dłuższy, ale nie jest.
Nie umiałam wytrzymać dłużej ! Tak bardzo Was kocham !
DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKO ! <3333



Nie wiem czy zasmucę czy nie, ale historia Hilary & Justina dobiegnie końca już niedługo. Podejrzewam, że znów skończę na 40 rozdziale, ale NIE ODEJDĘ ! Zostanę z Wami i nadal będę Was wkurzać moimi nieprzemyślanymi rozwojami akcji ;) Tym razem zrobiłam trailer całego opowiadania, w którym wszystko jest przemyślane także trzymajcie kciuki, a ja biorę się do roboty, ale wiecie szkoły nie mogę zaniedbać -.-
Tagi: opowiadanie3
05.05.2012 o godz. 14:43
Hej wszystkim, którzy czytają mojego bloga. Już nie raz mówiłam, że Wy potraficie wszystko, a ja nie. Tak samo jest teraz. Od wczoraj czuję się tak strasznie, że masakra + nie mam pomysłu na następny rozdział, ale wymyśliłam końcówkę całej historii, nie bójcie się - nie dojdzie do tego szybko. Wybaczcie, ale do końca tego tygodnia nic nie dodam. Może na jakiś tydzień zniknę, żeby odpocząć i wrócę z świetnym pomysłem ? Myślę, że tak będzie najlepiej, bo nie chcę Was zanudzać. Trzymajcie za mnie kciuki, obiecuje, że zaskoczę Was <3

Oglądnijcie na pocieszenie BOYFRIEND


Tagi: *__*
04.05.2012 o godz. 15:04
- Dzieciaki, co wy ze sobą zrobiliście ? - zapytała mama Justina rozkładając bezradnie ręce.
Razem z brunetem niewinnie się uśmiechnęliśmy trzymając się za ręce. Weszliśmy mokrymi butami na biały dywan Pattie, który podejrzewam był nowy. Kapało z nas strasznie, ale byliśmy wciąż radośni. Nie dopowiedzieliśmy nic zdenerwowanej i zatroskanej brunetce tylko ściągając buty udaliśmy się do pokoju Justina. Od wejścia uśmiechnęłam się do niego czule i delikatnie pociągnęłam za skrawek mokrej marynarki. Przylgnął do mnie całym ciałem łapiąc moją przemoczoną sukienkę. Lekko musnął moje wargi po czym uśmiechnął się z zamkniętymi oczami. Poczułam niewysłowioną chęć bliskości właśnie z nim. Pocałowałam go, ale zdecydowanie.
- Przebierzcie się ! - krzyknęła Pattie z dołu.
Justin oderwał się ode mnie i pobiegł zamknąć drzwi. Kiedy usłyszałam trzask na raz ściągnęłam z siebie mokrą sukienkę, która przylegała do mojego ciała. Opadła na podłogę, a ja spojrzałam zalotnym wzrokiem na Justina. Wydawał się oszołomiony moim wyglądem, ale to byłam tylko ja. Jeszcze raz uśmiechnęłam się do niego i zanim zdążył do mnie podejść przeszłam do łazienki. Pomimo tego, że chciałam, abyśmy właśnie dziś pozwolili sobie na więcej to nie potrafiłam. Wiedziałam, że na dole jest Pattie, wszystko by słyszała, a ja nie chciałam narażać się jego mamie podczas pierwszego spotkania.
Westchnęłam zamykając drzwi od łazienki i rozebrałam się do naga. Tym razem wybrałam kąpiel. Puściłam ciepłą wodę i nałożyłam korek. Wanna coraz bardziej przybierała wody kiedy usłyszałam pukanie do drzwi.
- Kochanie wpuść mnie ! Zaraz nie wytrzymam. - mówił szybko Justin.
- Na pewno masz drugą łazienkę. - chłopak wydał z siebie ciche pff i odszedł.
Zakręciłam wodę i powoli weszłam do wanny. Ciepła woda koiła całe moje ciało, rozluźniała napięte mięśnie. Zabrałam gąbkę jak podejrzewam Justina i namydliłam ją myjąc całe ciało. Po niecałych trzech minutach przeszłam do spłukiwania piany z głowy i reszty. W końcu wyszłam z wanny i otuliłam się zielonym ręcznikiem. Otworzyłam drzwi i przeszłam do pokoju. Justina w nim nie było. Z ulgą weszłam do niego i sięgnęłam do walizki po świeże ubrania. Założyłam je na siebie i obróciłam w kierunku drzwi, w których stał uśmiechnięty Justin.
- Cały czas tu byłeś ? - zapytałam zaciskając pięści.
- No co Ty ! - uśmiechnął się i machnął ręką.
Kłamał. Dobrze wiedziałam. Spojrzałam na niego spode łba i krzyknęłam :
- Zaraz nie będziesz żyć !
- To za to, że nie wpuściłaś mnie do łazienki. - zaśmiał się uciekając do kuchni.
Justin zbiegł szybko po schodach a mnie się nie śpieszyło, więc powoli schodziłam po każdym schodku, aż znalazłam się na dole. Kobieta trzymała swojego syna w uścisku.
- Własnego syna chcesz wydać ? - pytał zdziwiony Justin.
- Coś przeskrobałeś na pewno. - odparła Pattie oddając mi w ręce Justina.
Uśmiechnęłam się i przeszłam razem z nim na górę zamykająć pokój na klucz. W prawdzie nie chciałam go ukarać, ale mogłam o trochę nastraszyć. Usiadł grzecznie na łóżku i zrobił smutną minkę.
- Przestań już. - zaśmiałam się machając rękoma.
Przestał. Usiadłam na łóżku i dopiero wtedy poczułam straszne zmęczenie jakie mnie ogarnęło. Ułożyłam się za Justinem i zamknęłam oczy próbując myśleć o czymś miłym, czyli o nim. Zasnęłam.

W nocy obudziły mnie straszne dreszcze. Było mi zimno jak nigdy pomimo wysokiej temperatury na dworze. Przybliżyłam się bardziej do ciepłego Justina i przyznam, że przez chwilę było mi nawet lepiej, ale za chwilę znów zaczęłam się trząść. Mój chłopak zaczął się przebudzać i spojrzał na mnie.
- Masz gorączkę. - powiedział zaspanym głosem dotykając mojego czoła.
Zerwał się z łóżka i po chwili wrócił z zimnym okładem. Położył mi go na głowie, a ciało przykrył dodatkowym kocem. Minutę później znów zniknął a wrócił z tabletkami i syropem. W drzwiach dostrzegłam Pattie przecierającą oczy.
- Będzie dobrze. - zapewniał mnie Justina głaszcząc po spoconych włosach.
Czułam się fatalnie. Oczy same się zamykały. Uległam im i po chwili spałam przenosząc się do lepszego świata, świata marzeń i snów.

- Nie, nie zostawię jej Scooter ! - krzyknął zdenerwowany Justin tuż za ścianą.
- Musisz iść na próbę. - odparł jego menadżer. - Tancerzy wrócili do nas ze wszystkich części świata, a Ty chcesz odwołać próbę ?! - zapytał zdziwiony.
- Ona jest ważniejsza ! - oznajmił wchodząc do pokoju, w którym leżałam.
Usiadł na skrawku łóżka i delikatnie przeczesał moje włosy swoją rękę uśmiechając się przy tym. Nie powiedziałam nic tylko odwzajemniłam gest.
- Jak się czujesz ? - zapytał przejęty dotykając mojego czoła.
- Nieźle. - odpowiedziałam z lekką chrypką i chwyciłam jego zimną dłoń. - Chce, żebyś poszedł na próbę. - powiedziałam patrząc w jego czekoladowe oczy.
- Ja z nią zostanę. - zaproponował Scooter zjawiając się w drzwiach.
- Widzisz. - odparłam z wymuszonym uśmiechem.
Wcale nie uśmiechało mi się zostanie z menadżer Justina sam na sam, ale wolałam to niżby miał zostać ze mną opuszczając próbę.
- Nie możesz ich zawieść. - szepnęłam.
Justin spojrzał na mnie smutno i pokiwał głową całując moje policzko. Odszedł kawałek i wyciągnął czarną torbę i zaczął do niej wkładać ubrania na zamianę. Po czym znów do mnie podszedł i ucałował w usta.
- Do zobaczenia. - odparł delikatnie się uśmiechając i wyszedł z pokoju.
Zostałam sama z Scooterem. Nawet z nim nigdy nie gadałam, nie znałam, ale już czułam do niego pewien brak szacunku skoro zmuszał Justina, aby udawał coś przed ludźmi.
- Chciałem przeprosić. - zaczął brunet podchodząc do mojego łóżka.
Spojrzałam na niego i wyczekiwałam kolejnych słów.
- No wiesz, za sprawę z Seleną. - wyjaśnił drapiąc się po głowie. - To było głupie. - zauważył siadając na łóżku.
- Wszystko dobrze. - odparłam uśmiechając się do niego.
W prawdzie nie mogłam się gniewać. Przecież przeprosił. Patrzyłam w jego smutne oczy i rozumiałam, że żałuje swojego postępowania. Miałam tylko nadzieję, że już więcej nie zrobi czegoś takiego mnie i Justnowi pomimo tego, że trawało to jeden dzień.

* * *


Wiem, że do dupy.
Przepraszam.
Dziękuję za 20 komentarzy <3333
Tagi: opowiadanie3
03.05.2012 o godz. 13:23
Ocknęłam się po chwili. Byłam roztrzęsiona, ale też zdezorientowana. Czułam ból i strach. Dotknęłam rękę ust a potem przejechałam nią aż pod samo czoło gdzie poczułam coś mokrego. Odchyliłam dłoń, aby na nią spojrzeć i ujrzałam krew. Przestraszyłam się czując jak wszystko powoli zaczyna się we mnie gotować, świat przybrał szare barwy, a wszystko na co patrzyłam ruszało się. Zignorowałam wszystko. Wyjrzałam przez uchylone okno - samochód zatrzymał się między końcem a początkiem rowu, który tak naprawę nie był duży. Opadłam na siedzenie a ostatnie co usłyszałam zanim znów straciłam przytomność to :
- Oni potrzebują pomocy !

Wróciłam do rzeczywistości na szpitalnej sali bez odcienia radości. Nie miałam się z czego cieszyć. Pomimo mocnych środków przeciwbólowych nic się nie zmieniło. Usiadłam na wygodnym łóżku w gabinecie pielęgniarki i czekałam na lekarza. Nie mogłam pojąć tego, że zobaczyłam mamę. Kazała mi cieszyć się życiem, nie zrozumiałam tego. W końcu wszedł do środka chudy mężczyzna z łysą głową i spojrzał na mnie badawczo. Najpierw oglądnął dokładnie ranę na czole a potem poświecił mi małą latarką po oczach. Wyszło na to, że wstrząs powypadkowy mnie ominął. Odsapnęłam z ulgą. Lekarz wyszedł z sali, ale najpierw wypisał mi małą receptę na ból. Kiedy mężczyzna opuścił salę przez drzwi wślizgnął się Justin z miną winowajcy.
- To ja mogłem Cię odebrać. - szepnął nie podnosząc na mnie wzroku.
- Byłeś zajęty. - odparłam podnosząc jego głowę, tak aby na mnie popatrzył.
W jego oczach szalał smutek i żal do samego siebie, którego chyba nawet ja nie potrafiłam się pozbyć.
- Co ja sobie myślałem ! - krzyknął wstając od łóżka. Założył ręce na kark i zaczął przechadzać się po pokoju.
- Justin. - szepnęłam cicho patrząc na zdenerwowanego bruneta.
- Przepraszam Cię, wiem, że to nie wystarczy, ale ja przepraszam. - powiedział podchodząc z powrotem do mojego łóżka.
Patrzyłam na niego po czym lekko się uśmiechnęłam i chwyciłam jego twarz w swoje dłonie. Delikatnie przyciągnęłam go do siebie i ucałowałam jego rozgrzane wargi. Kiedy pocałunek się skończył Justin po prostu się uśmiechnął czując się tak samo szczęśliwym jak ja w ten chwili. Byłam znów obok niego, nie ważne, że tak się to stało, ale teraz byliśmy razem.
- Muszę Ci to wszystko wynagrodzić. - zamruczał kiedy pomagał mi wyjść z pomieszczenia.
Uśmiechnęłam się pod nosem i zaczęłam myśleć co on też mógł wymyślić.

Po raz pierwszy to ja miałam odwiedzić Justina w jego domu. Tak naprawdę nie wiedziałam jak się zachować. Byliśmy już pod jego domem. Justin okrążył auto i otworzył mi drzwi. Stanęliśmy przed zachwycającym domem. Otaczała go woda, a reszta była tak świetnie dobrana i urządzona. Justin podciągnął mnie w stronę wejścia chwytając mój bagaż, który strażacy wyciągnęli z taksówki. Przed wejściem do posiadłości Bieber'ów wzięłam długi oddech i znalazłam się w środku.
- W końcu jesteście ! Tak bardzo się martwiłam ! - krzyknęła zatroskana Pattie Mallette wybiegająca z kuchni. Brunetka podbiegła do mnie i spojrzała na mnie czoło. - Myślałam, że będzie gorzej. - odsapnęła z ulgą rzucając złowrogie spojrzenie synowi.
- Poznaj Hilary moją mamę. - powiedział Justin wskazując na zdyszaną kobietę.
- Dzień dobry pani. - przywitałam się podając jej rękę.
- Jestem Pattie. - poprawiła mnie z uśmiechem i delikatnie objęła. - Zjecie coś ? - zapytała patrząc na mnie.
- Nie mamo, dziękujemy. - odpowiedział Justin chwytając moją dłoń.
- Przygotowałam Ci pokój Hilary. - krzyknęła Pattie z dołu kiedy wchodziliśmy po schodach na górę.
- Mamo ! Ona śpi ze mną ! - krzyknął wkurzony Justin.
Słyszałam jak kobieta zaśmiała się i z powrotem powędrowała do kuchni. Justin otworzył pierwsze drzwi po lewej stronie a moim oczom ukazał się dość duży pokój. Brunet położył walizkę tuż na wejściu a sam przeszedł usiąść na łóżko. Chwilę na nim leżał kulając się, a następnie powiedział unosząc brwi :
- Zmieścimy się.
Uśmiechnęłam się i przyłączyłam do niego.
- Nie masz pojęcia jak za Tobą tęskniłem. - szepnął przyciągając mnie do siebie tak, że moje piersi spoczęły na jego klatce.
- Ja też. - odpowiedziałam podzielając jego zdanie i wtuliłam się w jego ciepły tors.
Brakowało mi go, musiałam to przyznać, bo kto nie tęskniłby za Miłością swojego życia ? Justin nagle poderwał się z łóżka i spojrzał na mnie.
- Bądź gotowa za dwie godziny. - odparł wychodząc z pokoju.
W ogóle nie wiedziałam o co chodzi. Przeszłam do swojej walizki i otwarłam ją na środku pokoju. Wyjęłam z niej świeżą bieliznę i kosmetyczkę. Długo zastanawiałam się nad ubiorem, ale wybrałam jedną z dwóch sukienek jakie ze sobą zabrałam. Szczerze nawet nie wiedziałam gdzie mnie zabierze, co zamierza, ale to w tym wszystkim było najlepsze.
Wyszłam z pokoju Justina oglądając się dookoła. Trzymałam w ręce swój ręcznik, kosmetyczkę i ubranie. Zaczęłam szukać łazienki. Wiedziałam, że zaglądanie do wszystkich pokojów nie jest dobre, ale nie uśmiechało mi się schodzenie na dół i pytanie o to mamy Justina a raczej Pattie.
Łazienka była ostatnimi drzwiami jakie chwyciłam w tym korytarzu. Nie dziwiłam się. Przecież mogłam zacząć od końca. Weszłam do środka i położyłam swoje rzeczy na białej pralce. Weszłam w głąb łazienki a moim oczom ukazała się wielka wanna, ale zdecydowałam się na prysznic. Rozebrałam się do naga i weszłam do kabiny. Odkręciłam letnią wodę, która idealnie mnie schodziła zważając na to, że na dworze było strasznie parno. Już miałam sięgać po swoją kosmetyczkę, ale przecież została na pralce. Postanowiłam nie wychodzić już spod prysznica i spojrzałam na małą półkę przed sobą. Mieściły się na niej wszystkie potrzebne mi żele i kosmetyki. Chwyciłam pierwszy lepszy o smaku truskawki i zaczęłam wcierać go w swoje ciało. Odstawiłam go i wycisnęłam na rękę inny szampon nie sprawdzając już jego pochodzenia. Po wszystkim spłukałam dokładnie pianę z całego ciała i wyszłam z kabiny otulając się białym ręcznikiem, którego przewiązałam na piersiach.
Stanęłam przed dużym lustrem tuż nad umywalką i wyjęłam ze swojej kosmetyczki wszystko co było mi potrzebne. Najpierw oczyściłam twarz i delikatnie nałożyłam na nią fluidu. Następnie wydłużyłam rzęsy tuszem, troszkę cienia do powiek i byłam gotowa. Włosy zdążyły się się trochę wysuszyć, więc szybko pobiegłam do pokoju Justina po swoją suszarkę. Pomimo moich modlitw brunet siedział w swoim pokoju na krześle trzymając na kolanach drewnianą gitarę. Gdy tylko mnie zobaczył wydał z siebie dźwięk podziwu, ale nie zważyłam na to. Zabrałam to co chciałam i wróciłam do łazienki.
Wysuszyłam i ułożyłam włosy. Następnie nasunęłam na siebie świeżą bieliznę i sukienkę. Mogłam powiedzieć, że jestem gotowa. Wróciłam do pokoju, w którym nie było już Justina. Miałam czas na sprzątnięcie walizki ze środka jego pokoju. Ułożyłam w niej zabrane wcześniej rzeczy i zamykając ją postawiłam za drzwiami do pokoju.
- Gotowa ? - zapytał Justin wchodząc do pokoju.
Odwróciłam się do niego przodem z lekkim uśmiechem i zaniemówiłam tak samo jak on.
- Tak. - szepnęłam podchodząc do niego.
Wyglądał jak bóg, mój osobisty.
Sprowadził mnie po schodach w dół i przy wyjściu krzyknął, że wychodzimy. Wychodząc z domu poczułam jak chłodny wiatr otula mnie całą. Przeszliśmy na podjazd i wsiedliśmy do auta.

Droga nie trwała długo. Po jakiś dziesięciu minutach wychodziliśmy z auta. Staliśmy przed bramą jakiegoś wielkiego parku. Justin podszedł do niej i otworzył ją jednym kluczem. Moim oczom ukazał się nieziemski widok. Był to central park tyle, że wieczorem wyglądał o wiele lepiej. Na trawie zostały poustawiane małe świecie, które utworzyły ścieżkę. Szliśmy obok siebie. Miałam otwartą buzię z wrażenia, ale to nie był koniec niespodzianek. Na samym końcu dróżki stał stolik dla dwojga również oświetlony świecami. Westchnęłam delikatnie kiedy Justin odchylał mi krzesło. Kiedy usiedliśmy do stołu automatycznie uruchomiła się romantyczna muzyka. Justin rozlał nam do kieliszków trochę wina i czule do mnie uśmiechnął.
- Za nas. - wzniósł toast podnosząc kieliszek do góry. Poszłam w jego ślady. Opróżniliśmy kieliszki. Spojrzałam na Justina, który wyglądał cudownie.
- Sam to przygotowałeś ? - zapytałam ciekawa.
Chłopak delikatnie się uśmiechnął i pokiwał głową. Byłam w szoku, że zrobił to dla mnie.
- Nie spróbujesz nic ? - zapytał wskazując na wytworne dania na stole.
Skusiłam się na parę, ale po chwili byłam już pełna.
Już miałam otwierać usta, aby mu powiedzieć jak bardzo jestem mu wdzięczna, ale poczułam chłodne krople deszczu na swojej skórze i spojrzałam w niebo. Nad nami unosiła się ciemna, deszczowa chmura. Popatrzyłam na Justina, który też nie był z tego zadowolony. Po chwili padało coraz mocniej. Pobiegliśmy pod jakiś daszek, a Justin klepnął się rękę w twarz.
- Mogłem sprawdzić jaka będzie pogoda. - szepnął klepiąc się nadal.
- Chyba żartujesz. - odparłam z uśmiechem zdejmując buty.
Pociągnęłam go na deszcz. Pozwoliłam, aby moczył mnie całą. Nadal słyszałam muzykę, która towarzyszyła nam przy kolacji. Justin chwycił moją talię i parę razy okręcił wokół siebie. Wychyliłam głowę do chmur, a moją twarz umywał deszcz. Czułam się szczęśliwa u jego boku. Tańczyliśmy w deszczu nie przejmując się niczym, czując wolność. Moje nogi pozostawały mokre, ale to nic. Patrzyłam w czekoladowe oczy Justina i wiedziałam, że one mi wszystko wynagrodzą swoją miłością, on nią był - wspaniały, niezastąpiony. Był dla mnie wszystkim czego potrzebowałam i tak będzie zawsze. W końcu nasz taniec miłości dobiegł końca. Zatrzymaliśmy się i patrzyliśmy sobie w oczy. Po jego mokrych włosach spływały pojedyncze krople wody. Uśmiechnęłam się i nadal przyglądałam mu się. Jego dłoń powędrowała na moje policzko otulając je. W końcu przysunął się do mnie i zbliżył moją twarz do swojej. Czułam już jego przyśpieszony oddech. Deszcz cały czas spadał na nasze ciała. Byliśmy przemoczeni do suchej nitki, ale potrzebowaliśmy tylko siebie. W końcu nasze usta się złączyły w ciepłym, namiętnym i długim pocałunku.
- Wytrzymasz ze mną ? - zapytał Justin odrywając się ode mnie.
- Nie wytrzymam bez Ciebie. - odpowiedziałam ponawiając pocałunek.

* * *


No cześć Kochani ! pisałam ten rozdział od 10,30. Dopiero skończyłam. Może dlatego tak długo to trwało, bo czytałam wiele imagine z Justinem !<33333 Morda mi się nadal cieszy ^^
No nic, dziękuję za 19 komentarzy ! <3333333333
Tagi: opowiadanie3
02.05.2012 o godz. 13:09
Minęły dwa dni, sądziłam, że wszystko dzieje się zbyt szybko, ale patrząc na tatę i Natalie nie mogłam im niczego zarzucić. Cieszyłam się, że jest szczęśliwi z właściwą osobą. Widziałam, że są ze odnalazł przy niej spokój i to czego mu zabrakło po śmierci mamy. Czasami nawet zdawał się tak bardzo radosny jak przy niej i choć patrzyłam z bólem na przytulającego się tatę z Natalie to była, wdzięczna Bogu, że w końcu wynagrodził mu całe cierpienie właśnie nią.
Minęły dwa dni, a nasz dom opustoszał. Zniknęły wszystkie meble - skórzana kanapa z salonu, stół z kuchni, obrazy ze ścian. W powietrzu unosił się zapach środków czyszczących. W prawdzie dom był gotowy do wystawienia go na sprzedaż, a to bolało. Ja nie byłam gotowa, żeby się z nim pożegnać.
Z bólem serca weszłam po schodach i wślizgnęłam się do swojego dawnego pokoju. Delikatnie przejechałam palcami po ścianie. Jej gładkość była mi bardzo znana. Przymknęłam oczy nie chcąc patrzeć na całe pomieszczenie straciło swój urok, ale to wciąż był mój kochany pokój, którego kochałam. Cztery ściany i nic poza tym. Zniknęły rodzinne zdjęcia i plakaty Justina, ale w powietrzu wciąż unosił się zapach perfum Someday. Wiedziałam, że nie ma odwrotu, bo takie jest życie - coś się musi skończyć, aby zacząć od nowa, na lepsze.
Jeszcze raz zaciągnęłam się zapachem pokoju, zamknęłam oczy i przywołałam do siebie wspomnienia tego miejsca razem z pojedynczymi łzami.
Widziałam małą dziewczynę leżącą w różowym łóżku pod oknem. Panicznie bała się tego, że kiedyś będzie musiała umrzeć. Obok niej kucała szczupła kobieta o brunatnych włosach, lekko głaskała blondynkę po plecach śpiewając kołysankę, która stała się jej ulubioną piosenką z dzieciństwa. Głos mamy rozlegał się w uszach dziewczynki i łagodził wszystkie obawy. Mała blondynka powoli uspokajała się i zamykała zmęczone oczy. Pomimo tego, że zasnęła jej mama nadal przy niej siedziała i śpiewała.
Teraz sądzę, że mama śpiewała mi na zapas jakby któregoś dni miało jej zabraknąć - przeczuwała to.
Jeszcze raz objęłam wzrokiem całe wnętrze pokoju. Westchnęłam cicho i wyszłam z pokoju po raz ostatni zamykając jego drzwi za sobą.
Schodząc po schodach chwyciłam drewnianą poręcz bardzo mocno. Po chwili byłam na dole gdzie wszystko było równie smutne i puste.
Zniknęła skórzana kanapa z salonu, stół z kuchni i zdjęcia z ścian. Nie było nic. Osunęłam się po ścianie siadając na zimnych kafelkach i ponownie westchnęłam. Znów zamknęłam oczy i przywołałam wspomnienia.
Mała dziewczynka została w domu sama po raz pierwszy w życiu. Bardzo się bała, bo było coraz później, a rodzice od dawna nie wracali. Była senna, ale nie zamierzała spać. Siły ją opuszczały, płakała już ze samego zmęczenia. W jej myślach pojawiały się straszne scenariusze, myślała, że nigdy już nie zobaczy uśmiechniętych twarzy rodziców, ale w tej chwili drzwi od domu otworzyły się i wpadli przez nie rodzice przytulając swoją jedyną pociechę do serca.
Otworzyłam mokre oczy patrząc przez siebie na drzwi - kiedy przez nie wyjdę to będzie już koniec. Wstałam z zimnych kafelek i otrzepałam spodnie nie przenosząc wzroku na nic innego niż drzwi. W końcu pomyślałam, że tak po prostu miało być. Mimo wszystko uśmiechnęłam się, bo to miejsce było dla mnie wspaniałe, nauczyło mnie życia.
Podeszłam do drzwi i szepnęłam żegnaj rzucając ostatnie spojrzenie domowi z wewnątrz. Następnie wyszłam przed dom. Przeszłam przez ogródek i stanęłam obok taty patrząc na budowlę. Był śliczny, nie dość, że przeplatał tak różne wspomnienia to jeszcze zachwycał. Teraz już nie mogłam nazywać go swoim domem, to był ostatni raz. Tata złapał moje ramię i pociągnął do auta. Usiadłam na fotelu z tyłu tuż za Natalie. Ostatni raz spojrzałam na mój stary dom i delikatnie uniosłam dłoń i pomachałam do niego uśmiechając się. Zapamiętam to miejsce jako najlepsze w moim miejscu.

Po niecałych trzydziestu minutach jazdy przejechaliśmy dwadzieścia kilometrów stając na podjeździe małego domku jednorodzinnego. Wyszłam z auta jak najszybciej i przyłożyłam rękę do ust zachywcając się jego pięknem. Był spełnieniem wszystkich marzeń. Wszystkie delikatne kolory jakie w sobie mieszał były idealne. Zieleń, kwiaty wszystko było piękne.
- Chodźcie do środka. - zaproponowała Natalie otwierając drzwi od domu.
Wzięłam głęboki oddech wchodząc do środka i zanim spojrzałam na cokolwiek szepnęłam Witaj. Następnie ogarnęłam wszystko wzrokiem. Nigdy nie pomyślałabym, że wnętrze tego domu będzie tak wszechstronne skoro od zewnątrz wydawał się strasznie mały. Słońce zaglądało przez duże okno i pieściło skrawek mojej twarzy. Wszystko mi się podobało, zapierało dech.
- I jak ? - zapytała Natalie podchodząc do mnie a jej ręka spoczęła na moim ramieniu.
- Cudownie. - odpowiedziałam z uśmiechem.
Czułam się jak Alicja w Krainie Czarów wszystko zdawało się dla mnie magiczne i wpadłam tu niby przez przypadek.
- Może idź zobacz swój pokój ? - zaproponowała Natalie wskazując palcem na metalowe schody.
Nieśmiało po nich stąpałam aż w końcu znalazłam się na górze i otworzyłam drzwi z napisem Hilary. Stanęłam w drzwiach jak wryta. Pokój zdawał się spełnieniem najskrytszych marzeń. Raz czarna, raz czerwona ściana. Wszystko było w tych kolorach co mnie bardzo zadowoliło. Miękki dywan pośrodku pokoju a tuż za nim wielkie łóżko w czarne kwiaty. Wślizgnęłam się do niego i oglądnęłam dookoła pozostając wzrokiem na ścianie po lewej stronie łóżka. Znajdowały się tam wszystkie zdjęcia z naszego starego domu, wszystkie wspomnienia. Czułam się jak księżniczka, która teraz a wszystko. Uśmiechnęłam się pod nosem i weszłam w głąb pokoju. Piękne meble, biurko, gazetka, w dodatku to wszystko moje.
- Jak się podoba ? - zapytała Natalie stojąc z tatą w drzwiach.
- Dziękuję. - odpowiedziałam tuląc ich do siebie.
Bałam się, aby jednego. Miałam nadzieję, że nie będę zmieniać szkoły z powodu dwudziestu kilometrów więcej do szkoły. Nie chciałam tego. Miałam jeszcze półtorej roku nauki.
Chciałam, żeby wszystko zostało tak jak jest, żebyśmy byli szczęśliwi. Wszyscy razem.

W końcu nadszedł ten dzień. Humor mi się poprawił. Walizka stała spakowana w rogu pokoju na trzy dni i cierpliwie czekała już od wczoraj. Nie marzyłam o niczym więcej jak o jego ciepłych wargach i uścisku pełnym miłości.
- Zbieraj się ! - krzyknął z dołu tata, a ja chwyciłam małą walizkę i zaczęłam schodzić z nią pod schodach.
W końcu byłam na dole. Wyszliśmy na podjazd a bagaż wylądowałam obok mnie w środku auta. Tata odpalił samochód i po chwili wyjechaliśmy na prostą jadąc na lotnisko. Tak bardzo cieszyłam się na nasze spotkanie. Miałam przed sobą jakieś pięć godzin i będę obok niego. Z mojej buzi nie schodził z uśmiech, a serce wywijało małe salta.
W końcu dojechaliśmy. Odebrałam bilet i nadałam bagaż. Najwięcej czasu zabrało mi pożegnanie z Natalie i tatą. Nie chciałam ich zostawać, ale dobrze im zrobi parę dni beze mnie. Będą mieli czas dla siebie, myślę, że tego potrzebują.
Ostatni raz im pomachałam i przeszłam na pokład samolotu podając przy wejściu bilet.
Usiadłam w wygodnym fotelu i od razu zamknęłam oczy czekając aż samolot wzbije się w powietrze. Już nie chciałam niczego więcej jak jego. Tęskniłam za nim całym, moje ciało drgało na myśl, że już niedługo mnie dotknie.
Wsadziłam z uszy słuchawki i tak minął mi cały lot.

Chyba jako pierwsza opuściłam pokład samolotu i odebrałam bagaż. Wyszłam z zatłoczonej hali i rozejrzałam się dookoła. Słońce raziło niemiłosiernie. Wyciągnęłam z torebki okulary przeciwsłoneczne, które włożyłam na wszelki wypadek. Przydały się. Uśmiechnęłam się i wsiadłam do pierwszej taksówki, którą wypatrzyłam podając mężczyźnie pełny adres domu Justina.
Pozostała nam ostatnia prosta. Widziałam jak szybko suniemy pod drodze, ale nie miałam odwagi poprosić, aby kierowca zwolnił. Nie minęła minuta, a ja zauważyłam pędzące auto tuż na nas. Pomimo tego, że krzyknęłam to mężczyzna zdążył skręcić dzięki czemu wjechaliśmy do rowu psując małe zabezpieczenia. Ostatnie co ujrzałam przed zamknięciem oczu to mamę powtarzającą To jeszcze nie Twój czas. Ciesz się życiem.

* * *


Pisałam go dwa razy, więc wiele może mu brakować, bo mogłam wiele szczegółów zapomnieć. Przepraszam.
Ale już jest !
Dziękuję za 19 komentarzy ! <33333333
Cudowni moi *__*
Tylko dla Was chce pisać <33
Tagi: opowiadanie3
01.05.2012 o godz. 14:13
thatbeeasy
Don't be afraid to fly ♥
Skąd: Polska
O mnie: PYTAJ NA : http://www.formspring.me/thatbeeasy Kiedyś był tu blog : I never thought that it be easy, I really need you in my life, I promise to love you every monet.
statystyki